3 marca 2026 roku w konserwatywnym dzienniku „Yomiuri Shimbun” ukazał się artykuł redakcyjny, którego pierwsze zdanie brzmiało: „Stany Zjednoczone są jedynym sojusznikiem Japonii”. Już w kolejnym zdaniu autor dodaje jednak, że „niedawny atak USA na Iran mógł być naruszeniem prawa międzynarodowego”. Artykuł sugeruje, że Japonia powinna stanowczo zareagować na te wydarzenia. Przyznaje jednak, że japoński rząd znajduje się w trudnym położeniu. Dylemat, między ochroną własnych interesów poprzez utrzymywanie sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi a dążeniem do suwerennej polityki zagranicznej jest stałym zagadnieniem, z którym Japonia zmaga się od lat. Ostatnim przykładem mogą być jej reakcje na działania Stanów Zjednoczonych, choćby w Wenezueli, a obecnie w Iranie.
Analizując sytuację w powyższym kontekście trzeba rozpocząć od deklaracji japońskiego MSZ. 28 lutego podano, że sytuacja na Bliskim Wschodzie ma „znaczący wpływ na Japonię, szczególnie na bezpieczeństwo energetyczne”. W kolejnych dniach priorytetem określono bezpieczeństwo obywateli japońskich w regionie oraz nieproliferację broni jądrowej, krytykując Iran za jej rozwój. Jednocześnie zadeklarowano zaangażowanie dyplomatyczne. Podobnie jak zostało to wyrażone w rezolucji nr 2817 Rady Bezpieczeństwa ONZ z 11 marca, Japonia wzywała do deeskalacji i krytykowała Iran za ataki na państwa ościenne oraz utrudnianie ruchu w cieśninie Ormuz. Unikano jednak oficjalnej krytyki działań USA czy Izraela. To wszystko kontekście ważnej wizyty Takaichi Sanae w Waszyngtonie.
Zmiana soczewki
Przygotowywana od wielu miesięcy wizyta japońskiej delegacji w Stanach Zjednoczonych obejmowała szeroki zakres tematów bilateralnych, ze szczególnym uwzględnieniem kwestii gospodarczych i pogarszających się stosunków Japonii z Chinami. Japonia chciała przedstawić swoje stanowisko przed planowaną wizytą prezydenta Trumpa w Chinach, która jednak została przełożona na bliżej nieokreślony termin.
W ramach przygotowań do wizyty w Białym Domu premier Takaichi prowadziła 10 marca rozmowy z ambasadorem USA, Georgem Glassem, który uczestniczył następnie w spotkaniu w Waszyngtonie. Po tych konsultacjach premier zapowiedziała, że wśród tematów spotkania będzie również sytuacja w Iranie, rozszerzając tym samym agendę rozmów.
Co ważne, podczas poprzedzającej wizytę w Stanach Zjednoczonych sesji pytań od parlamentarzystów, Takaichi podkreślała, że chce przekazać stanowisko Japonii zgodne z jej interesem narodowym. Szczególne zainteresowanie budziła jednak kwestia ewentualnego wysłania Sił Samoobrony do zabezpieczenia cieśniny Ormuz. Prezydent Trump sygnalizował, że oczekuje takiej formy wsparcia od innych państw, w tym także Japonii.
„Tylko Donald może zaprowadzić pokój”
Tuż przed wylotem do Stanów Zjednoczonych premier Takaichi wskazywała, że Japonia z uwagi na uwarunkowania prawne (art. 9 konstytucji) jest ograniczona w środkach, które może podjąć w kwestii użycia Sił Samoobrony. W wypowiedziach publicznych podkreślała, że przekaże w Stanach Zjednoczonych „co Japonia może, a czego nie może zrobić”.
19 marca, zaledwie dwie godziny przed spotkaniem w Białym Domu, opublikowano wspólne oświadczenie liderów sześciu państw, w tym Japonii, o „gotowości do wniesienia wkładu w odpowiednie działania mające na celu zapewnienie żeglugi” przez Ormuz po zakończeniu działań militarnych. Deklarację tę można uznać za częściowy sukces w próbie złagodzenia reakcji amerykańskiego prezydenta na niechęć sojuszników USA do działania. Prezydent pochwalił Japonię za działania podjęte do tej pory w sprawie Iranu, przeciwstawiając ją państwom NATO. Niemniej nadal wskazywał, że zarówno Japonia jaki i inne państwa powinny „zwiększyć zaangażowanie (step up)”.
Początek spotkania przebiegał dzięki tym działaniom w przyjaznej atmosferze. Donald Trump pogratulował premier zwycięstwa w lutowych wyborach, nazywając ją „wielką kobietą”. Takaichi, odnosząc się do sytuacji w Iranie zadeklarowała gotowość wsparcia, podkreślając jednak, że „tylko (Ty) Donald, może zaprowadzić pokój i dobrobyt na świecie”. Ta wypowiedź, na pozór pochlebna, była różnie w Japonii interpretowana. Wielu tamtejszych komentatorów, jak na przykład Joseph Craft z Tokyo International University czy Minemura Kenji z Canon Institute for Global Studies, uznało ją za ukryte wskazanie Trumpa jako odpowiedzialnego za przywrócenie pokoju w regionie i wynikające z konfliktu z Iranem światowe problemy gospodarcze.
„Będziemy rozmawiać o gospodarce i Chinach”
Agenda spotkania nie została całkowicie podporządkowana sytuacji na Bliskim Wschodzie. Istotnym elementem były sprawy gospodarcze i współpraca technologiczna. Ogłoszono drugą transzę japońskich projektów inwestycyjnych w USA. W ich ramach mają powstać dwa małe reaktory modułowe (SMR), oraz dwa projekty związane z gazem ziemnym, które mają „wzmocnić japońsko-amerykańskie przywództwo w globalnym wyścigu technologicznym”.
Towarzyszący premier Takaichi minister ekonomii, handlu i przemysłu, Akazawa Ryōsei podpisał również ze swoim amerykańskim odpowiednikiem, Howardem Lutnickiem, memorandum o porozumieniu w sprawie współpracy w pozyskiwaniu minerałów z dna morskiego. Japonia, od czasu kryzysu z Chinami ponad dekadę temu, ma w tej dziedzinie spore doświadczenie. Gospodarczy wymiar szczytu Trump-Takaichi widoczny był również na uroczystej kolacji, podczas której przy stole z głowami państw zasiedli prezesi Google, Sundar Pichai i japońskiego SoftBanku, Son Masayoshi, który już następnego dnia otwierał budowę centrum danych w stanie Ohio.
Podczas publicznej części wizyty kwestia Chin nie była wyeksponowana, na czym początkowo zależało Japonii. Można je jednak znaleźć w oficjalnych podsumowaniach, zarówno japońskim jak i amerykańskim. Japońskie oświadczenie bardziej pozycjonuje Chiny w kontekście bezpieczeństwa Indo-Pacyfiku. Stany Zjednoczone natomiast, przychylając się do japońskiego stanowiska, podkreśliły sprzeciw wobec użycia siły w rozwiązywaniu sporów w cieśninie Tajwańskiej, a także denuklearyzację Korei Północnej. Zadeklarowano też wsparcie dla Japonii w sprawie Japończyków porwanych przez reżim północnokoreański w latach 70. i 80., których powrót do ojczyzny jest jednym ze sztandarowych projektów premier Takaichi.
95 punktów na 100: oceny i kontrowersje
Strona rządowa i wielu komentatorów jej przychylnych oceniło spotkanie bardzo pozytywnie, nadając mu nawet symbolicznie „95 punktów”. W Japonii istniały obawy, że z uwagi na napiętą sytuację na Bliskim Wschodzie i charakter prezydenta USA, spotkanie mogłoby przerodzić się w kłótnię podobną do tej, jaka miała miejsce podczas spotkania Trumpa z prezydentem Ukrainy w lutym 2025 roku. Mimo braku awantury, po stronie japońskiej zabrakło jednak jednoznacznej deklaracji o zaangażowaniu bądź jego braku w działania militarne w cieśninie Ormuz.
Co ważne, w kontekście wewnętrznym, przedstawiciele opozycji, tacy jak Ogawa Junya z partii Koalicja Reformy Centrum, pochwalili gospodarcze rezultaty rozmów, wyrażając jednak niezadowolenie z faktu, że Takaichi nie skomentowała publicznie kwestii legalności działań USA i Izraela w Iranie. W związku z tym „pochwałę” Donalda Trumpa uznano za zbyt daleko idące pochlebstwo.
Kontrowersję natomiast wzbudziła odpowiedź prezydenta USA na pytanie japońskiego dziennikarza o brak informacji dla sojuszników w kontekście ataku na Iran. Trump, przytaczając potrzebę ataku z zaskoczenia, nawiązał do ataku na amerykańską bazę Pearl Harbour z 1941 roku dokonanego przez Japonię. Premier Takaichi nie skomentowała tej wypowiedzi publicznie, choć była nią wyraźnie dotknięta, a część japońskich komentatorów uznało pytanie dziennikarza za nie na miejscu.
Profesor Uniwersytetu Meikai, Kotani Tetsuo, w komentarzu dla telewizji ANN wskazał, że dobry humor prezydenta Stanów Zjednoczonych był wynikiem uzyskania od Japonii obietnic co do rozwoju projektów infrastrukturalnych oraz wspólnego oświadczenia sojuszników w kontekście cieśniny Ormuz. Wskazał jednak, że USA nadal mogą domagać się wysłania tam japońskich Sił Samoobrony. Przewidywania te zdaje się potwierdzać wypowiedź Mike’a Waltza, amerykańskiego ambasadora przy ONZ, który stwierdził w wywiadzie, że Japonia zgodziła się wysłać marynarkę wojenną. Następnego dnia Kihara Minoru, Sekretarz Gabinetu, zdementował tę informację wskazując, że „Japonia nie obiecała konkretnych działań”.
Paliwa i nastroje społeczne w Japonii
Trzeba zauważyć, że japońskie media relacjonują konflikt oraz jego wpływ na Japonię dosyć szczegółowo. Ważnym aspektem jest wpływ ataków na infrastrukturę naftową oraz blokady Ormuzu na japońską gospodarkę. Odczuwany przez wiele państw, również w Azji, wzrost cen ropy naftowej i pochodnych, takich jak benzyna i inne surowce niezbędne w gospodarce są tematem rozważanym codziennie w artykułach i telewizyjnych panelach eksperckich.
Japonia jest uzależniona od bliskowschodniej ropy. Niemniej jednak rząd posiada zapasy ropy naftowej na ponad 200 dni. 26 marca rozpocznie się jej uwalnianie, co ma przyczynić się do obniżki cen paliw, a dodatkowe subsydiowanie ma utrzymać je w średniej cenie ok. 170 jenów za litr. Problemem okazuje się nafta, lekka frakcja ropy naftowej, niezbędna dla czołowych japońskich przemysłów, której zapasy szacuje się na jedynie około 20 dni. Blokada Ormuzu odbija się więc na całym japońskim społeczeństwie.
Stany Zjednoczone nie mają obecnie w Japonii “dobrej prasy”. Według badań opinii publicznej zdecydowana większość Japończyków nie popiera działań amerykańskich, szczególnie wiążąc je z cierpieniem cywilów i łamaniem prawa międzynarodowego. Obawy japońskiego społeczeństwa dotyczą również potencjalnych zagrożeń dla amerykańskich baz w Japonii i bezpośredniego zaangażowania w konflikt. Niewielka część japońskiego społeczeństwa, ok. 20%-25%, jest przychylna użyciu Japońskich Sił Samoobrony jedynie przy rozbrajaniu min czy eskorcie cywilnych statków handlowych.
Podsumowanie
Prezydent USA po raz kolejny mobilizuje sojuszników do działania, a o skuteczności tej presji świadczy rozszerzenie inicjatywy dotyczącej cieśniny Ormuz do 22 państw. Dynamiczna sytuacja na Bliskim Wschodzie, szczególnie eskalacja napięć w kwestii bezpieczeństwa żeglugi, stawia Japonię w trudnym położeniu. Rosną bowiem nie tylko koszty gospodarcze, ale i społeczne, które Tokio musi równoważyć z lojalnością wobec sojusznika.
Dylemat ten dobrze obrazuje powracający temat ewentualnego udziału japońskich okrętów w działaniach na Bliskim Wschodzie. Wysłanie Sił Samoobrony w rejon konfliktu mogłoby narazić Japonię na odwet ze strony Iranu i z pewnością zwiększyć niekorzystną wizerunkowo dla Tokio propagandę chińską w państwach rozwijających się. Brak zaangażowania może jednak niekorzystnie odbić się na stosunkach z „jedynym sojusznikiem”. Jednocześnie w działaniach militarnych biorą udział stacjonujące na co dzień w japońskich bazach siły amerykańskie, a ich ewentualne przesunięcie w rejon Zatoki Perskiej osłabi zdolność reagowania w obszarze Indo-Pacyfiku.
W tym kontekście uwidacznia się po raz kolejny zależność sojusznicza Japonii od Stanów Zjednoczonych. Tokio stara się więc pokazać „co może, a czego nie może”, balansując między demonstracją wsparcia - poprzez prowadzenie działań dyplomatycznych - a unikaniem jednoznacznych zobowiązań militarnych, przynajmniej na Bliskim Wschodzie.
