Milczenie czy lojalność? Japonia wobec Wenezueli i Grenlandii

Opublikowano: 29 stycznia 2026
Flagi Stanów Zjednoczonych i Japonii

Paulina Rogoziecka

Donald Trump oświadczył 4 stycznia 2026 roku, że na jego rozkaz amerykańscy żołnierze dokonali aresztowania nieuznawanego przez amerykańską administrację prezydenta Wenezueli, Nicolása Maduro wraz z jego żoną, w ich rezydencji w Caracas. Prezydent USA stał się twarzą styczniowej ingerencji w Ameryce Łacińskiej, a jego żądania wobec Grenlandii tylko spotęgowały wrażenie kulminacji działań stojących, według krytyków, w sprzeczności z prawem międzynarodowym. Japonia jako sojusznik Stanów Zjednoczonych w regionie Indo-Pacyfiku nie może pozwolić sobie oficjalnie na zbytnią krytykę, choć w japońskiej debacie publicznej, w całym spektrum opinii, nie brakuje stanowczych głosów sprzeciwu.

„Japonia respektuje podstawowe wartości wolności i demokracji”

Komunikat o sytuacji w Wenezueli został opublikowany przez japońskie MSZ 4 stycznia. Rzecznik ministerstwa, Kitamura Toshihiro, w komunikacie dla mediów jako priorytet wskazał bezpieczeństwo obywateli Japonii przebywających w tym kraju. Dodał, że rząd Japonii „konsekwentnie podkreśla wagę przywrócenia w Wenezueli demokracji”. Wypowiedź tę powtórzono następnego dnia na konferencji prasowej premier Takaichi Sanae, podkreślając, że Japonia respektuje podstawowe wartości, takie jak wolność, demokracja czy zasady prawa międzynarodowego. Jednocześnie obie deklaracje wskazywały na działania zmierzające do przywrócenia demokracji i stabilizacji sytuacji w Wenezueli, przy współpracy z państwami G7 i państwami regionu. Media japońskie, relacjonując wypowiedź premier, podkreślały, że „unikała oceny sytuacji”. 

Oficjalne stanowisko potwierdził również Koizumi Shinjirō, minister obrony Japonii, który w programie na żywo został zapytany o opinię na szereg tematów, w tym sytuację w Wenezueli. Minister zgodził się zarówno z Kitamurą, jak i z Takaichi, podkreślając działania na rzecz bezpieczeństwa obywateli Japonii w Wenezueli. Dodał, że działania USA nie staną się pretekstem do ataku Chin na Tajwan, a Japonia opowiada się za rozwiązaniami pokojowymi. Jednocześnie, jako minister obrony, wskazywał też na zbrojące się państwa sąsiednie i konieczność przygotowania Japonii do obrony, która nie może polegać tylko i wyłącznie na sojuszu z USA. Skrytykował również media, które podkreślały zbliżenie Chin i USA jako osłabianie sojuszu amerykańsko-japońskiego. 

Nie oznacza to jednak, że wszyscy politycy rządzącej Partii Liberalno-Demokratycznej (PLD) nie są otwarcie przeciwni podejściu Stanów Zjednoczonych. Onodera Itsunori, były minister obrony (2012-2014 i 2017-2018), jest cytowany w japońskich mediach jako rzeczywisty głos partii. Według jego wpisu na platformie X, „atak na Wenezuelę jest <zmianą status quo siłą>, co osłabia argumenty w krytyce Chin i Rosji”. 

Stanowczo działania USA potępił za to lider opozycyjnej Konstytucyjnej Partii Demokratycznej, Noda Yoshihiko, podkreślając, że uprowadzenie głowy suwerennego państwa czy wypowiedzi o „zarządzaniu” Wenezuelą do czasu wybrania nowej administracji są „wątpliwe na tle prawa międzynarodowego”. Wyraził pogląd, że może to przeszkodzić w reagowaniu USA na podobne wydarzenia na wschodniej półkuli. Saitō Tetsuo, lider Kōmeitō, byłego koalicjanta partii rządzącej, również wyraził zaniepokojenie o prządek międzynarodowy. Opozycja krytykowała też rząd Japonii za brak bezpośredniego potępienia działań administracji Donalda Trumpa. Podobne nastawienie widoczne jest w liberalnym komentariacie japońskim, a stanowisko opozycji chętnie powielają choćby chińskie media.

Wymuszona „neutralność”?

Japońskie media na bieżąco relacjonowały zmiany polityczne w Wenezueli, które nastąpiły w wyniku interwencji USA i aresztowania Nicolása Maduro. Liberalny dziennik „Asahi Shimbun” przygotował obszerne zestawienie artykułów pokazujących rozwój sytuacji od marca 2025 roku, kiedy prezydent Trump wydał wojnę imigranckim gangom powołując się na Ustawę o obcych wrogach (Alien Enemies Act). Na tej samej stronie redakcja umieściła reakcje polityków z wybranych państw i organizacji, m.in. z Unii Europejskiej, Ukrainy, Rosji, Włoch czy Iranu, a także aktualizowany zbiór komentarzy ekspertów dotyczących wpływu wydarzeń w Wenezueli na sytuację międzynarodową. Konserwatywne „Yomiuri Shimbun” również przygotowało zestawienie swoich artykułów, a związana z nią stacja telewizyjna poświęciła tematowi Wenezueli kilka kolejnych, godzinnych wydań programu „Shinsō NEWS (Pogłębione Wiadomości)” na rozmowy z zaproszonymi ekspertami.

Media liberalne częściej akcentowały reakcje innych państw oraz komentarze liberalnych mediów w USA. Bardziej wyważone redakcje, takie jak „Mainichi Shimbun” wskazywały na wymuszoną „neutralność” Japonii wobec interwencji w Wenezueli, gdyż oficjalna krytyka osłabiłaby relacje z USA, a poparcie mogłoby dać mylny sygnał dla Rosji i Chin. Media konserwatywne skupiły się na relacjonowaniu wydarzeń, a komentarze skupione były raczej na konsekwencjach tych wydarzeń dla Japonii, jej sojuszu z USA i stabilności międzynarodowej. 

„Realizm wygrał z moralnością”

Komentarze eksperckie pojawiające się w japońskich mediach można pogrupować wokół trzech głównych osi interpretacyjnych. Po pierwsze, omówienie interwencji jako złamanie prawa międzynarodowego oraz „milczenie” sojuszników Stanów Zjednoczonych, w tym Japonii. Po drugie, analiza wpływu interwencji USA na postępowanie Chin wobec Tajwanu oraz Rosji wobec Ukrainy. Po trzecie, już rzadziej, próby łączenia wydarzeń w Wenezueli z sytuacją na Bliskim Wschodzie (Iran), oraz napięciami wokół Grenlandii. 

Watanabe Tsuneo, konserwatywny analityk z Fundacji Sasakawa, zapytany o zgodność postępowania USA z zasadami prawa międzynarodowego wskazał, że „nie istnieje siła większa od amerykańskiej”, a Stany Zjednoczone już wcześniej interweniowały w podobny sposób.  Jak zauważył, „Ameryka wspiera zasady, ale nie jest nimi związana”. W jego ocenie USA tracą przez to legitymację, jednak Europa i Japonia jako ich sojusznicy ograniczają się do „cichych komentarzy”. Z drugiej strony dziennikarze, tacy jak Iizuka Keiko, wskazywali, że zabrakło krytyki ze strony Japonii, odrzucając interpretacje, w których oceniano postawę rządu jako posunięcie bezpieczne wobec Ameryki i argumentując, że inne państwa patrzą na to, co Japonia mówi.

Wielu komentatorów, podobnie jak były minister obrony Onodera, podkreślało, że działania USA mogą osłabić argumentację państw zachodnich wobec Rosji w sprawie Ukrainy oraz Chin w kwestii Tajwanu. Z drugiej jednak strony padały też przypuszczenia, że działania Amerykanów w Wenezueli były w istocie skierowane przeciwko tym państwom. Politolog Matsuda Yasuhiro, w wywiadzie stanowczo stwierdził, że Chinom „trudniej będzie sięgnąć po Tajwan”. W tej interpretacji, interwencja wprowadziła więc nie tylko „efekt mrożący” dla Chin w kontekście Tajwanu, ale również w kontekście interesów Chin i Rosji w Wenezueli.

W kolejnych dniach po uprowadzeniu Maduro, administracja amerykańska coraz wyraźniej podkreślała szczególnie znaczenie wenezuelskiej ropy naftowej. Mimaki Seiko z Uniwersytetu Doshisha, sugerowała, że rzeczywistym celem operacji mogło być więc odcięcie Chin i Rosji od dostępu do wenezuelskich surowców. Przejęcie kontroli nad ropą naftową w Wenezueli było też interpretowane, np. przez Kotaniego Tetsuo z Uniwersytetu Meikai, jako pokaz siły wobec innych państw regionu, takich jak Kuba czy Nikaragua. W komentarzach odwoływano się do analogicznej interwencji USA w Panamie, gdzie 3 stycznia 1990 roku, na tej samej podstawie, aresztowano Manuela Noriegę. 

Mimo porównywalnie zwiększonego oporu przeciwko działaniom USA, według Watanabego, Waszyngton chce w ten sposób zademonstrować, że nadal pozostaje aktorem, z którym należy się liczyć. Pewne obawy w Japonii wzbudza odnoszenie się Donalda Trumpa do doktryny Monroe’a („doktryna Donroe’a”), który podobnie jak Trump kształtował politykę zagraniczną USA w oparciu o półkulę zachodnią. Pośrednio potwierdza to również wystąpienie USA z licznych agend międzynarodowych, w szczególności związanych z ONZ, w których wpływy zwiększają Chiny. Wielu komentatorów i dziennikarzy, choćby w przytoczonej rozmowie z ministrem Koizumim, wyrażało obawy, że Japonia może zostać pominięta w nowym układzie sił międzynarodowych, kojarzącym się z powrotem „imperializmu”

„Sojusz to obciążenie”

Takimi słowami postawę Donalda Trumpa wobec Grenlandii podsumowała Mimaki, wskazując, że obecna administracja amerykańska polega coraz bardziej na „dyplomacji gróźb (coercive diplomacy)”. Reakcje Unii Europejskiej i sojuszników Danii z NATO na propozycję przejęcia Grenlandii przez USA, w przeciwieństwie do reakcji na Wenezuelę, były o wiele bardziej stanowcze. W Japonii zauważono te wydarzenia, ale temat Grenlandii nie wzbudził tak dużego zainteresowania. Nie powstało też żadne oficjalne stanowisko japońskiego rządu w tej sprawie. Maeshima Kazuhiro z Uniwersytetu Sophia stwierdził, że powodem poruszenia wywołanego informacją o Grenlandii jest, paradoksalnie, bliskość czasowa z wydarzeniami w Wenezueli. 

Niewątpliwie postawa Waszyngtonu, wraz z działaniami Rosji czy Chin i innych państw w ostatnich latach utwierdza w Japonii przekonanie o postępującej zmianie w postrzeganiu ładu międzynarodowego. Z ładu opartego na regułach na ład oparty na sile. Czy będzie to ład oparty na „trzymaniu w szachu” czy na multilateralnym podziale stref wpływów, pokaże czas. Japonia, pod rządami konserwatywnego obozu Takaichi Sanae, nie chce być tylko biernym sojusznikiem USA. Aby realizować jednak ambitniejsze plany musi mieć silny mandat społeczny, który mają zapewnić przyspieszone wybory. 

Podsumowanie

Przyszłość Wenezueli rozgrywa się między USA a osią Chiny-Rosja. Decydować będzie m.in. postawa tymczasowej prezydent, Delcy Rodríguez, która po stanowczym sprzeciwie tuż po porwaniu Maduro, szybko złagodziła ton publicznych wypowiedzi, podkreślając gotowość do współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Z drugiej strony podczas jej zaprzysiężenia uwagę mediów przykuła obecność ambasadorów Chin i Rosji. Na wsparcie Trumpa liczy też wenezuelska opozycja, której przedstawicielka przekazała prezydentowi USA swoją Pokojową Nagrodę Nobla, często przywoływaną przez Trumpa w publicznych wypowiedziach. 

Grenlandia pozostaje przedmiotem debaty publicznej w Europie i obszarem zainteresowania amerykańskiej administracji. Japonia, skupiona na Indo-Pacyfiku, unika głębszego zaangażowania w kryzysy regionalne poza swoim bezpośrednim otoczeniem. Jeśli za punkt odniesienia przyjąć wypowiedź ministra Koizumiego, Tokio liczy, że asertywna polityka obronna pozwoli na zachowanie statusu lojalnego sojusznika USA, a jednocześnie utrzymanie pozycji regionalnego gracza, zdolnego reagować na rosnące zagrożenie ze strony najbliższych sąsiadów. 

Czy postawa ta może wpłynąć na odejście od zaangażowania Japonii w pomoc Ukrainie? Do tej pory bezpieczeństwo Europy i regionu Indo-Pacyfiku były traktowane jako współzależne. Japonia nie była jednak zaangażowana w pełni, a niektóre jej działania były uzależnione od postawy Stanów Zjednoczonych. Otwartym pozostaje pytanie, czy priorytet strategicznego łączenia tych dwóch teatrów, europejskiego i indopacyficznego, ulegnie stopniowemu rozdzieleniu.

ul. Franciszkańska 1/5 (pok. 205)
91-431, Łódź
tel. 42 665 54 82
OSA@uni.lodz.pl

Funduszepleu
Projekt Multiportalu UŁ współfinansowany z funduszy Unii Europejskiej w ramach konkursu NCBR