Japonia w zmieniającym się szybko kontekście międzynarodowym nadal chce być aktywnym i liczącym się uczestnikiem stosunków międzynarodowych. Jako państwo średnie, przez długi czas polegała na sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi w regionie, w którym pamięć o japońskim imperializmie utrudniała budowę relacji, zwłaszcza bezpieczeństwa. Rządy w Tokio od rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku, dążą do zwiększenia swoich możliwości obronnych. Zwiększa wydatki na obronność oraz zdolność odstraszania, a także inwestuje w wywiad i zacieśnia relacje zarówno z partnerami regionalnymi jak i NATO. Według niektórych japońskich ekspertów i polityków jednak, współczesny, wielobiegunowy układ międzynarodowy, szczególnie wymaga zwiększenia autonomii Japonii poza ramami sojuszu z USA. Przypomina to sytuację z lat 70. XX wieku, kiedy administracja Nixona, bez informowania sojuszników, w tym Japonii, rozpoczęła "odprężenie z Chinami” - Japonia przeżyła szok.
W związku z tym, szczególnie w środowiskach sceptycznie nastawionych do rzeczywistej gotowości Stanów Zjednoczonych do obrony Japonii, polityka amerykańska analizowana jest przez pryzmat koncepcji G2. G2 (Group of Two) to teoretyczne ujęcie, w którym decyzje strategiczne dla całego globu byłyby podejmowane w relacji bilateralnej między Pekinem i Waszyngtonem. Oznaczałoby to ograniczenie lub pominięcie interesów państw trzecich, również Japonii. Coraz częściej pojawiają się też komentarze niektórych ekspertów i komentatorów przywołujące koncepcję „Nowej Jałty” w dyskursie japońskim. Ta znana z Europy Środkowej i Wschodniej koncepcja nie jest wprawdzie w Japonii nowa, ale stała się znana szerszej publiczności w Japonii relatywnie niedawno. „Nowa Jałta” pomija interes państw średnich, takich jak właśnie Japonia, a szczególnie uprzedmiotawia państwa i obszary, których rozmowy bezpośrednio dotyczą, jak choćby Ukraina czy Tajwan, bez ich udziału w dyskursie. Takie interpretacje i komentarze pojawiły się również w kontekście niedawnych rozmów Xi Jinpinga i Donalda Trumpa w Pekinie.
Rozmowy o ekonomii, rozmowy o „faszyzmie”
14 maja miała miejsce wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa, w Chinach. Planowana pierwotnie na marzec wizyta amerykańskiego przywódcy była bacznie obserwowana w Japonii, a rząd w Tokio zabiegał o możliwość spotkania z prezydentem Trumpem jeszcze przed nim. Premier Japonii, Sanae Takaichi chciała przedstawić stanowisko swojej administracji w sprawie Tajwanu oraz relacji chińsko-japońskich, co miało być też jednym z głównych tematów poruszonych przez stronę japońską podczas marcowego szczytu w Waszyngtonie. Tamto wydarzenie zdominowała jednak gospodarka i kwestia Iranu. Ostatecznie Japonię oraz Koreę Południową przed dołączeniem do Donalda Trumpa w Pekinie odwiedził Scott Bessent, Sekretarz Skarbu.
W amerykańskiej delegacji znalazło się również kilkunastu prezesów i przedstawicieli wielkich spółek technologicznych, takich jak Elon Musk (Tesla, Starlink), czy Jensen Huang (Nvidia). Ostatecznie także jako największe sukcesy szczytu, strona amerykańska uznała kwestie ekonomiczne: kontrakt na sprzedaż 200 samolotów firmy Boeing, który według deklaracji Donalda Trumpa mógłby zostać rozszerzony nawet do 750 maszyn, oraz sprzedaż do Chin amerykańskiej soi. Zapowiedziano też stworzenie nowych instytucji mających dbać o bilateralny handel (z wykluczeniem dóbr wrażliwych) oraz prowadzić rozmowy związane z inwestycjami. Według pierwszych doniesień wśród podnoszonych na szczycie tematów, w ogóle nie pojawiły się jednak zagadnienia takie jak Tajwan czy Japonia. Pytania dziennikarzy dotyczące rozmów o Tajwanie, które padły podczas oprowadzania prezydenta Trumpa przez przewodniczącego Xi po historycznej Świątyni Nieba pozostały bez odpowiedzi.
Bezpośrednio po zakończeniu wizyty, 15 maja, jeszcze na pokładzie Air Force One, Trump rozmawiał telefonicznie z przywódcami Niemiec- kanclerzem Fredrichem Merzem- oraz właśnie z premier Japonii. Według oficjalnych informacji, prezydent USA przedstawił premier Takaichi szczegółowo swoją wizytę w Chinach, a oboje potwierdzili dalsze komunikowanie w kwestiach Indo-Pacyfiku oraz Bliskiego Wschodu, a także „niezachwiany sojusz japońsko-amerykański”. 17 maja natomiast, konsultacje telefoniczne, już po powrocie do USA, przeprowadził z prezydentem Korei Południowej, Lee Jae-myungiem.
Zaledwie tydzień później, 20 maja, w Pekinie ugoszczono prezydenta Federacji Rosyjskiej, Władimira Putina. Spotkanie to, choć w swojej oprawie przypominało wcześniejszą wizytę Trumpa, było jednak w Japonii odczytywane jako dalsze uzależnianie Rosji od Chin. Choć spotkanie to zbiegło się w czasie z wizytą premier Takaichi w Korei Południowej, a tokijski rząd nie odniósł się do niego na wysokim szczeblu, media japońskie również śledziły to spotkanie uważnie.
Stąd szybka reakcja mediów na oświadczenie przywódców, w którym Japonia została bezpośrednio potępiona za „przyspieszającą remilitaryzację”, która „zagraża pokojowej stabilności regionu”. Sam Xi Jinping na spotkaniu z dziennikarzami podkreślił, że „sprzeciwia się prowokacyjnym działaniom zmierzającym do przywrócenia faszyzmu”, co można odnieść zarówno do Ukrainy (w kontekście Rosji) jak i Japonii (z punktu widzenia narracji chińskich). Ani premier Takaichi ani japoński MSZ nie skrytykowali tych wypowiedzi. Komentarza udzielił jednak zastępca sekretarza gabinetu i członek Partii Liberalno-Demokratycznej, Ozaki Masanao, wskazując, że oskarżenia są „bezpodstawne”. Środowiska konserwatywne w Japonii uważają, że właśnie z uwagi na zachowanie Chin czy Rosji, wydatki na obronność są uzasadnione.
Karta przetargowa
„Rosja i USA, każde z tych państw prowadzi swoje wojny, a w Chinach pogłębia się przekonanie, że to one odgrywają główną rolę w ładzie międzynarodowym.” Tak wizytę Władimira Putina w Pekinie 20 maja, w kontekście niedawnej wizyty Donalda Trumpa komentował Kondō Daisuke, publicysta i analityk Chin. Natomiast Kōrogi Ichirō z Uniwersytetu Kanda wskazał, że podczas wizyty Trumpa strona chińska podkreślała stabilność (antei) relacji. W tym kontekście Sahashi Ryō, politolog z Uniwersytetu Tokijskiego wykazywał, że amerykańska delegacja skupiła się na krótkoterminowym osiągnięciu „dealu” z uwagi na zbliżające się listopadowe wybory, Chiny zaś patrzą na zupełnie inny horyzont czasowy.
Główną osią interpretacji spotkania Trump-Xi była w Japonii jednak sytuacja Tajwanu. Najbardziej wysunięte na południowy zachód japońskie wyspy należące do archipelagu Nansei, są od niego oddalone o nieco ponad sto kilometrów. Potencjalny kryzys miałby bezpośrednie konsekwencje dla japońskiego bezpieczeństwa, szczególnie szlaków energetycznych i komunikacyjnych. Choć to Xi Jinping miał podnieść podczas rozmów temat Tajwanu, krytykując przy okazji Japonię, nie znalazł się on w oficjalnych amerykańskich dokumentach po spotkaniu. Mimo braku komentarzy na najwyższych szczeblach władzy w Japonii, temat ten był obecny medialnie przez kolejne tygodnie. Japońska opinia publiczna, zwracała uwagę na ruchy nie tylko Pekinu, ale również Tajwanu oraz wypowiedzi prezydenta Trumpa na jego temat. Podczas samego spotkania, prezydent USA odmówił publicznego komentarza, jednak już na pokładzie Air Force One wskazywał, że decyzja o wstrzymaniu bądź wznowieniu sprzedaży broni Tajwanowi pozostaje w jego osobistej gestii, ale jeszcze nie zapadła.
Część akademików i komentariatu zwraca uwagę na fakt, że jeśli Tajwan rzeczywiście stanie się „kartą przetargową”, taki sam los mógłby również spotkać Japonię. Dyplomatyczny konflikt japońsko-chiński pozostaje napięty, w związku z czym każdy gest utwierdzający sojusz japońsko-amerykański działa uspokajająco, szczególnie na zwolenników Japońskiego rządu. Z uwagi na brak jasnych deklaracji czy wspólnych amerykańsko-chińskich oświadczeń, opinia publiczna w Japonii polega na dywagacjach i domysłach opartych na najmniejszych nawet symbolicznych gestach i ruchach. Stąd choćby szczegółowe analizy mimiki prezydenta USA, obecności lub nieobecności w delegacji konkretnych osób czy nawet symbolika miejsc pokazywanych prezydentowi podczas wizyty przez przewodniczącego Xi. Niepewność i pewna nieprzewidywalność Stanów Zjednoczonych sprawiają, że temat ten jest stale w Japonii obserwowany.
W tym kontekście doniesienia gazety „Yomiuri Shimbun” z 24 maja o żywiołowej krytyce premier Takaichi przez Przewodniczącego Xi Jinpinga oraz jej obrony przez prezydenta Trumpa, pokazują, jak ważny dla Japończyków jest sojusz z USA. Według tej gazety Xi miał krytykować Takaichi oraz prezydenta Tajwanu Lai Ching-te, nazywając ich „zagrożeniem dla pokoju regionalnego” (podobny język został użyty w chińsko-rosyjskim oświadczeniu). Trump miał bronić premier Takaichi, podkreślając jej zdolności przywódcze, a kwestie dotyczące „remilitaryzacji” podnoszone przez Xi tłumaczył działaniami Korei Północnej. Doniesienia te rozpowszechnił również „The Financial Times”, powołując się na uczestników spotkania, co podjęły również japońskie media.
W kontekście trwającego od miesięcy wzmocnionego przekazu ze strony Chin o japońskim neomilitaryzmie, do japońskiej opinii publicznej zaczyna coraz bardziej docierać również znaczenie działań kognitywnych i informacyjnych ze strony komplementarnych przekazów chińskich i rosyjskich. Jednym z wykorzystywanych obecnie tematów jest bezpieczeństwo energetyczne. Trudna sytuacja uzależnionego w tym obszarze od importu ropy naftowej państwa jakim jest Japonia sprawia, że wzrasta podatność japońskiego społeczeństwa na taki nieoczywisty wpływ. Po wizycie Władimira Putina w Chinach, na jednym ze spotkań z prasą Minister Spraw Zagranicznych, Motegi Toshimitsu, został zapytany przez japońskiego dziennikarza o wypowiedź rosyjskiego MSZ Ławrowa, stwierdzając, że korzystniej byłoby dla Japonii starać się o import surowców energetycznych z Rosji.
Czy Japonia przeżyje drugi “szok Nixona”?
Choć niektóre komentarze dziennikarskie i eksperckie w Japonii na to wskazują, są to raczej obawy wynikające z nieprzewidywalności prezydenta Donalda Trumpa, oraz niejasnych intencji Chin. Niemniej obawy te mają swoje podłoże w obecnej sytuacji Japonii, która w ewentualnej blokadzie Cieśniny Tajwańskiej oraz przez pryzmat działań zarówno Federacji Rosyjskiej wobec Ukrainy, Chin wobec Tajwanu oraz Korei Północnej, widzi zagrożenie dla swojego szeroko pojętego bezpieczeństwa i stabilności.
Warto pamiętać, że Japonia pozostaje stroną nierozwiązanych sporów terytorialnych z Rosją i Chinami (Kuryle, Diaoyu), a także problemów humanitarnych związanych z porwaniami japońskich obywateli przez Koreę Północną. Dodatkowym źródłem napięć między Japonią a Rosją pozostaje również jej wsparcie dla Ukrainy. Stany Zjednoczone przez ponad 80 lat pozostawały dla Japonii wymagającym, ale relatywnie wiarygodnym i przewidywalnym sojusznikiem. Jeśli jednak Tajwan stałby się przedmiotem bilateralnego kompromisu między USA i Chinami, w Japonii zapewne nasiliłyby się obawy, że w razie gwałtownego zaognienia sporu chińsko-japońskiego, również jej interesy mogłyby stać się przedmiotem porozumienia zawartego ponad głowami państw regionu.
