Uwagę szefa węgierskiej dyplomacji pod kątem Chin może ekstrapolować na cały obszar Europy Środkowo-Wschodniej, której Europa Zachodnia zarzuca „sprzedawanie się Chinom” i tworzenie podłoża pod chińską ekspansję na Starym Kontynencie. Tymczasem wymiana handlowa pomiędzy wschodnią częścią UE z Chinami stanowi mniej niż jedną dziesiątą całej unijnej wymiany handlowej z Państwem Środka. Natomiast inwestycje chińskie w EŚW to niewiele ponad 1% całego zaangażowania inwestycyjnego Chin w UE. W przypadku Węgier, nawet modernizacja linii kolejowej Budapeszt-Belgrad – zapowiadana jako flagowa inwestycja infrastrukturalna Chin w Europie – od lat nie może ruszyć z miejsca. W grudniu ub. r. rozpoczęcie realizacji projektu zostało przełożone ponownie; tym razem na 2020 rok. Z drugiej strony przed wizytą Pompeo, Amerykanie sugerowali, że są bardziej zaniepokojeni obecnością koncernu Huawei we wschodniej, niż w zachodniej części Starego Kontynentu, ponieważ Europa Wschodnia znajduje się w strategicznych rozważaniach Pekinu i składa się z wielu małych i średnich państw, które są często „bardziej podatne na korupcję”.
Transakcyjność dyplomacji amerykańskiej (pomijanie kontrowersji związanych z nieprzestrzeganiem rządów prawa) pokryta nimbem zimnowojennej ideologii, przynosiła w polityce powstrzymywania Chin niemałe rezultaty. Takie podejście administracji Trumpa trafiło na podatny grunt w Polsce. Krytyczne pod adresem Chin (i Rosji) wypowiedzi premiera Morawieckiego i ministra obrony Błaszczaka jesienią 2018 roku, oraz styczniowe aresztowanie pod zarzutem szpiegostwa pracownika koncernu Huawei (w pierwszym państwie na świecie) były najpewniej obliczone na zwiększenie zaangażowania wojskowego USA nad Wisłą. O skuteczności nacisków amerykańskich na Polskę świadczy oświadczenie opublikowane przez ambasadę ChRL w Warszawie, które w zdecydowanych słowach obwinia Waszyngton o psucie relacji chińsko-polskich. Fakt, że podczas wizyty w Budapeszcie Pompeo powstrzymywał się od komentarzy w sprawie rządów prawa, praw obywatelskich i sytuacji Central European University wskazuje, że Amerykanie traktują relacje Węgier z Chinami i Rosją z rosnącym niepokojem i również próbują licytować. W przeciwieństwie do Polski, Orban jako czołowy akolita Pekinu w Europie grał dotychczas „kartą chińską” w relacjach z Unią Europejską, stawiając Brukselę przed alternatywą „jeśli nie sfinansujecie naszych potrzeb infrastrukturalnych, zwrócimy się do Chin”. W ten sposób zbudował podmiotowość małego państwa europejskiego w polityce zagranicznej. Teraz w sposób analogiczny, próbuje wykorzystywać rywalizację Waszyngtonu i Pekinu o Europę Środkowo-Wschodnią i wzrost zainteresowania Węgrami wśród administracji amerykańskiej.
