Część japońskich ekonomistów i polityków ma jednak nadzieje na przekonanie nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych do korzyści płynących z rozwoju wymiany handlowej. Nadzieje te również wydają się złudne. W poprzednim wpisie informowaliśmy o przygotowaniach japońskiego Ministerstwa Gospodarki Handlu i Przemysłu na zmianę władzy w Waszyngtonie. Głównym celem tych działań miało być odróżnienie japońskich firm od chińskiej konkurencji przez pokazanie pozytywnego wpływu ich działalności w Ameryce. Niestety zgodnie z obawami tuż po inauguracji Japonia została wrzucona do tego samego worka co Chiny. Prezydent Trump oskarżył oba państwa o stosowanie nieuczciwych praktyk handlowych. W ogniu krytyki znaleźli się głównie japońscy producenci samochodów. Nowy prezydent wypowiedział się na temat barier instytucjonalnych, które uniemożliwiają rozwój działalności amerykańskich producentów na japońskim rynku. Jednocześnie w Białym Domu doszło do spotkania z przedstawicielami amerykańskich firm samochodowych, którego celem ma być przekonanie ich do zwiększenia produkcji w Stanach Zjednoczonych. Donald Trump otwarcie zagroził podniesieniem ceł i skrytykował koncern Toyota za plany budowy nowej fabryki samochodów w Meksyku. W odpowiedzi japoński producent zapowiedział inwestycje w fabryce samochodów w Indianie o wartości 600 milionów USD i utworzenie 400 nowych miejsc pracy.
Pomimo koncyliacyjnego podejścia japońskich firm oraz nadziei polityków na poprawę relacji w obu państwach zaczynają przebijać się coraz bardziej konfliktowe poglądy. Tom Le and Paul Midford w artykule dla The Diplomat porównują obecne wydarzenia z tzw. „szokiem Nixona” i jego zwrotem w polityce wobec Chińskiej Republiki Ludowej. Wydarzenia takie jak opuszczenie TPP, podważenie zasady jednych Chin poprzez wznowienie dialogu z Tajwanem oraz poddanie w wątpliwość stabilności sojuszy w regionie Azji i Pacyfiku poważnie destabilizują sytuację gospodarczą i polityczną. Ich zdaniem w sytuacjach kryzysowych Donald Trump może okazać się znacznie bardziej nieprzewidywalny niż Richard Nixon. Eric Johnston w komentarzu dla Manila Times twierdzi, że rozwój sytuacji i komentarze nowego prezydenta w dużym stopniu przypominają początki japońsko-amerykańskiej wojny handlowej z lat 80. XX wieku. Zdaniem Koichiego Hamady, doradcy premiera Abe ds. gospodarczych, Japonia powinna przeciwstawić się złym praktykom gospodarczym Donalda Trumpa i zdecydowanie odpowiedzieć na nieuzasadnioną krytykę ze Stanów Zjednoczonych.
Zanim konflikt handlowy ulegnie dalszej eskalacji japoński rząd najprawdopodobniej spróbuje wykorzystać wszystkie możliwości nawiązania ugodowych relacji z nową amerykańską administracją. Premier Abe Shinzō, który mimo, że znany jest ze swoich prawicowych skłonności, jest przede wszystkim pragmatykiem, który potrafi słuchać głosu doradców. Już podczas swojej pierwszej kadencji w relacjach z Pekinem kierował się polityką wspólnych korzyści. Nie jest więc wykluczone, że jeżeli nie uda się zbudować podobnych relacji z Waszyngtonem, władze w Tokio będą oprą swoją strategię handlową na ściślejszym sojuszu z Chinami. Na pocieszenie warto zauważyć, że jak na razie prezydentura Donalda Trumpa nie przynosi jednak samych strat dla japońskiej gospodarki. Jeszcze przed zmianą władzy Bank Japonii podniósł prognozy wzrostu gospodarczego na przyszły rok w związku z wzrostem kursu dolara amerykańskiego, co jest efektem zapowiedzi obniżenia podatków w Stanach Zjednoczonych w nadchodzącej kadencji.
