Tajlandia po wyborach: nowy parlament, stary premier i niepewna konsolidacja władzy

Opublikowano: 26 marca 2026
Logo blogu OSA UŁ Tajlandia

Mateusz Chatys

Inauguracyjna sesja nowo wybranego parlamentu Tajlandii, która odbyła się 14 marca, stanowiła formalny punkt wyjścia dla kształtowania nowego układu politycznego w kraju. Król Vajiralongkorn dokonał uroczystego otwarcia legislatury, wzywając parlamentarzystów do „stania na straży tego, co słuszne i traktowania dobra obywateli jako najwyższego celu". Choć słowa te miały charakter ceremonialny, w kontekście burzliwej historii politycznej Tajlandii nabrały szczególnego znaczenia. W tle pozostają zarzuty o nieprawidłowości wyborcze z 8 lutego (np. skargi na oznaczenia kodów kreskowych na kartach), które badają instytucje państwowe.

Pomimo tych kontrowersji parlament ruszył naprzód, dokonując wyboru kierownictwa izby. Izba Reprezentantów dokonała wyboru swojego przewodniczącego. Stanowisko to objął Sophon Zaram, były minister transportu i wysoko postawiony członek partii Bhumjaithai premiera Anutina Charnvirakula. Sophon uzyskał 289 głosów spośród 497 obecnych parlamentarzystów, zdecydowanie pokonując kandydata opozycyjnej Partii Ludowej, który otrzymał zaledwie 123 głosy. Zgodnie z konstytucją spiker jest jednocześnie prezesem Zgromadzenia Narodowego, a co za tym idzie odgrywa kluczową rolę w nadzorowaniu prac legislacyjnych. W swojej mowie inauguracyjnej zadeklarował, że będzie wykonywał swoje obowiązki bezstronnie „dla narodu, religii, monarchii i obywateli”. Tymczasem pierwszym wiceprzewodniczącym Izby została Mallika Jirapunvanit z Bhumjaithai, a drugim – Lertsak Pattanachaikul z partii Pheu Thai. Obie kandydatury przeszły bez problemów, ponieważ wystąpiły bez rywali i uzyskały jednogłośną akceptację. Podział tych kluczowych funkcji między koalicyjne partie (pierwszy zastępca z Bhumjaithai, drugi z Pheu Thai) odzwierciedla obecną równowagę sił: Partia Bhumjaithai zdobyła najwięcej mandatów (ok. 192 z 500), a Pheu Thai, choć uplasowała się na trzecim miejscu (74 mandaty), zgodziła się wejść do koalicji. W ten sposób koalicja rządowa kontroluje ponad 290 mandatów w Izbie.

Warto zaznaczyć, że zwycięstwo Bhumjaithai jest pierwszym triumfem wyborczym ugrupowania konserwatywnego od 1996 r., co przez niektórych analityków zwiastuje okres stabilizacji na scenie politycznej w Tajlandii. Niemniej jednak nad całym procesem wyborczym ciąży poważna kontrowersja prawna. Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich złożyło wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie czy stosowanie kodów kreskowych i kodów QR na kartach do głosowania nie naruszyło konstytucyjnego wymogu tajności wyborów. Jeśli Trybunał uzna, że tajność głosowania została naruszona, posiada uprawnienia do unieważnienia wyników wyborów i zarządzenia nowych, co wiązałoby się z poniesieniem przez tajskich rząd dodatkowych kosztów szacowanych na 216 mln USD. Komisja Wyborcza, mimo licznych skarg dotyczących rzekomego kupowania głosów i innych nieprawidłowości, zdążyła już certyfikować wyniki w 499 z 500 okręgów, co świadczy o determinacji aparatu państwowego w dążeniu do szybkiego sformowania nowego rządu.

Kluczowym etapem procesu formowania nowego rządu było głosowanie nad kandydaturą premiera, które odbyło się 19 marca. Anutin Charnvirakul został ponownie zatwierdzony na stanowisko szefa rządu głosami 293 parlamentarzystów, przy 119 głosach oddanych na jego głównego rywala, Natthaphonga Ruengpanyawuta z progresywnej Partii Ludowej. Do objęcia stanowiska wystarczyła większość (251 głosów), zatem wynik ten dawał mu komfortową przewagę mimo tego, że 86 posłów wstrzymało się od głosu. Pięćdziesięciodziewięcioletni polityk objął urząd premiera po raz pierwszy we wrześniu 2025 roku, zaledwie miesiąc po odwołaniu przez Trybunał Konstytucyjny jego poprzedniczki – Paetongtarn Shinawatry z Pheu Thai – w związku z naruszeniem zasad etyki przy prowadzeniu sporu granicznego z Kambodżą. Kierując rządem mniejszościowym, Anutin umiejętnie wykorzystał narastający konflikt graniczny, kreując się na obrońcę tajlandzkiego interesu narodowego i jednocześnie budując sojusze z prowincjonalnymi klanami politycznymi (tzw. baan yai), które okazały się rozstrzygające w dniu wyborów. Ta strategia łączenia retoryki nacjonalistycznej z pragmatyczną polityką sojuszy stanowi klasyczny przykład skutecznego budowania bazy wyborczej w warunkach tajlandzkiego systemu politycznego.

Zwycięstwo Bhumjaithai wpisuje się w szerszy kontekst dwudziestoletniej rywalizacji między demokratycznie wybieranymi rządami a konserwatywnym establishmentem skupionym wokół armii i Pałacu Królewskiego. Przez ostatnie dwie dekady establishment wielokrotnie interweniował – zarówno poprzez zamachy stanu w 2006 i 2014 roku, jak i politycznie motywowane orzeczenia sądowe – aby zapobiec zagrożeniu dla interesów konserwatywnych. Obejmowało to usunięcie zarówno Thaksina, jak i jego siostry Yingluck, a także dwóch kolejnych premierów z Pheu Thai w latach 2024 oraz 2025. Fakt, że po raz pierwszy od blisko trzech dekad władzę zdobyło ugrupowanie konserwatywne na drodze wyborczej, może potencjalnie zmniejszyć potrzebę pozaparlamentarnych interwencji ze strony elit. Nie jest to jednak gwarancja długoterminowej stabilności politycznej.

Pomimo pozornie komfortowej pozycji politycznej partia Bhumjaithai stoi przed szeregiem poważnych wyzwań strukturalnych, prawnych i społecznych, które mogą znacząco utrudnić konsolidację jej władzy.

Po pierwsze, wspomniane już postępowanie przed Trybunałem Konstytucyjnym w sprawie legalności kart do głosowania stanowi egzystencjalne zagrożenie dla całego mandatu nowego rządu. Trybunał przyjął do rozpatrzenia petycję kwestionującą legalność zastosowanych kart wyborczych i wyznaczył Komisji Wyborczej piętnaście dni na przedstawienie stanowiska. Ewentualne unieważnienie wyborów przywróciłoby tajlandzką politykę do punktu wyjścia.

Po drugie, rząd Anutina musi zmierzyć się z poważnymi wyzwaniami gospodarczymi. Stagnacja ekonomiczna, pogłębiona szokiem cenowym na rynku ropy naftowej spowodowanym konfliktem na Bliskim Wschodzie, stanowi szczególne zagrożenie dla Tajlandii, która importuje około 74% ropy z regionu Zatoki Perskiej. Wartość netto importu ropy stanowi 4,7% PKB – najwyższy wskaźnik w regionie Azji Południowo-Wschodniej.

Po trzecie – i być może najistotniejsze z perspektywy długoterminowej – Bhumjaithai konfrontuje się z bezprecedensowo szeroką koalicją opozycyjną. Bangkok, tradycyjny bastion klasy średniej, został całkowicie zdominowany przez Partię Ludową, która zdobyła wszystkie 33 mandaty stołeczne, przewyższając nawet wynik swojej poprzedniczki Idziemy Naprzód (Move Forward) z 2023 r. Wrogość Bangkoku wobec Anutina, którego przezwisko „Noo" (mysz) stało się symbolem lekceważenia ze strony stołecznych elit, wpisuje się w dłuższą historię napięć między metropolitalną klasą średnią a politykami czerpiącymi poparcie z biedniejszych prowincji w północno-wschodnim regionie kraju.

Szczególnie symptomatyczny jest fakt, że tradycyjni konserwatyści, niegdyś stanowiący fundament legitymizacji społecznej establishmentu, coraz wyraźniej dystansują się od obecnego układu władzy. Partia Demokratyczna Abhisita Vejjajivy – historycznie główna siła polityczna Bangkoku i południa kraju – otwarcie odmówiła współpracy z koalicją „brudnych pieniędzy" i prowadzi kampanię antykorupcyjną wymierzoną jednoznacznie w Bhumjaithai. Oczekuje się, że Demokraci formalnie przyłączą się do opozycji kierowanej przez Partię Ludową, tworząc bezprecedensowy sojusz środowisk progresywnych z umiarkowanymi konserwatystami.

Ponadto zarzuty korupcyjne, w tym doniesienia śledczych dziennikarzy Toma Wrighta i Bradleya Hope'a łączące osoby z otoczenia Anutina z transnarodowymi sieciami przestępczymi – podsycają narrację o rządzie skorumpowanym u swoich fundamentów. Choć zarzuty te są ostro kontestowane przez stronę rządową, utrzymują się w obiegu publicznym i wzmacniają argumentację opozycji.

Strukturalny problem Anutina polega na tym, że jego rząd odziedziczył wszystkie antyestablishmentowe animozje obecne od 2020 r., jednocześnie generując nowe, które rezonują nawet wśród starszych tradycyjnych konserwatystów. Establishment zyskał wprawdzie wehikuł wyborczy, jakiego nigdy wcześniej nie posiadał, ale ceną za to stało się skojarzenie go w oczach konserwatywnych mieszkańców Bangkoku z typem polityki, któremu przez dekady się przeciwstawiali. Jak ujął to celnie Abhisit: „ilekroć proces wyborczy jest kwestionowany i nieakceptowany, niepokoje społeczne stają się nieuniknione". Tajlandia wkroczyła w kolejny cykl napięć między rządem wspieranym przez establishment a odrzucającym go wykształconym społeczeństwem stolicy – z tą różnicą, że tym razem koalicja opozycyjna jest niezwykle szeroka i obejmuje siły, które jeszcze dekadę temu stały po przeciwnych stronach barykady.

Partia Bhumjaithai dysponuje obecnie realną większością parlamentarną i oficjalnie przejmuje stery rządu. Jednak przed nią – jak zwykle w Tajlandii – trudny test. Musi nie tylko zbudować sprawny gabinet i sprostać gospodarczym wyzwaniom, ale także pogodzić różnorodne interesy koalicjantów i zachować polityczną legitymację. Historycznie rządy z kwestionowanym mandatem często kończyły się kryzysami. Opozycja i część opinii publicznej już przyjęła retorykę o „pękniętej legitymacji” tego procesu wyborczego, co może w przyszłości przekładać się na niepokoje społeczne lub nowe spory prawne. W efekcie, choć obecnie dominuje atmosfera spodziewanej stabilizacji, dalsze losy rządów Bhumjaithai będą zależały od tego, jak skutecznie poradzi sobie z weryfikacją nastrojów społecznych w państwie.

ul. Franciszkańska 1/5 (pok. 205)
91-431, Łódź
tel. 42 665 54 82
OSA@uni.lodz.pl

Funduszepleu
Projekt Multiportalu UŁ współfinansowany z funduszy Unii Europejskiej w ramach konkursu NCBR