Krwawa wojna domowa tocząca się obecnie w Mjanmie doprowadziła do swoistego rozłamu również w sąsiednich Indiach. Nie jest to jednak rozłam krwawy, a raczej silna różnica zdań co do tego, jaką politykę Indie powinny prowadzić wobec sąsiedniego państwa. Tu starły się dwa rządy – centralny, w Nowym Delhi, i regionalny, stanu Mizoram. O ile rząd całych Indii stara się trzymać z dala od wojny domowej w Mjanmie, o tyle rząd małego Mizoramu prowadzi obecnie de facto swoją politykę zagraniczną wobec sąsiedniego kraju. Rząd premiera Lalduhomy w Mizoramie podejmuje ogromne liczby uchodźców z Mjanmy (podczas gdy Nowe Delhi zaczyna grodzić granicę) i próbuje zbudować jedność rebelianckich grup w birmańskim stanie Czin (podczas gdy Nowe Delhi zachowuje poprawne stosunki z rządzącą juntą, którą te grupy zwalczają). Premier Lalduhoma wydaje się na razie nie zwracać uwagi na połajanki z Nowego Delhi, które zwraca mu uwagę, że nie ma on prawa prowadzić swojej polityki zagranicznej. Kieruje się on bowiem czymś, co w tym regionie jest silniejsze niż prawo – solidarnością plemienną. Indyjski Mizoram i sąsiedni stan Czin w Mjanmie zamieszkują bowiem plemiona z tego samego ludu – Zo.
Neutralność, czyli wsparcie jednej strony. Stosunek Nowego Delhi do wojny domowej w Mjanmie
Nowe Delhi dotąd nie zaangażowało się w żaden sposób w wojnę domową w sąsiedniej Mjanmie, ale to oznacza, że przybrało postawę bliższą stronie rządzącej – to jest juncie. Po zamachu stanu dokonanym przez birmańskich generałów w 2021 r. – zamachu, który zakończył krótki okres kohabitacji między juntą a siłami demokratycznymi – Indie zredukowały stopień swojego zaangażowania dyplomatycznego z Mjanmą, unikając najwyraźniej wysyłania do tego kraju osób w randze ministra czy głowy państwa. Inaczej było jednak w drugą stronę – w czerwcu 2026 r. prezydent Min Aung Hlaing, do niedawno głównodowodzący birmańskich sił zbrojnych i faktyczny dyktator Mjanmy, odwiedził Indie, gdzie spotkał się min. z premierem Modim. Indie utrzymały także najwyraźniej swoje dotychczasowe formy wsparcia dla birmańskiego rządu, takie jak szkolenie tamtejszych żołnierzy. Nowe Delhi utrzymało jednak tylko te formy, które można było zachować w warunki wojny domowej, bo wspierane przez Indie projekty infrastrukturalne w Mjanmie są najwyraźniej zawieszone. Większość obszarów, przez które miały one przebiegać, znajduje się bowiem obecnie pod kontrolą rebeliantów – tak samo zresztą jak większość Mjanmy.
Zamach stanu z 2021 r. rozpoczął bowiem nową wojną domową w Mjanmie: różne grupy etniczne i część sił demokratycznych sprzeciwiła się nielegalnemu zagarnięciu przez generałów całości władzy. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w Nowym Delhi z niepokojem wyrażało się o napływie dziesiątków tysięcy uchodźców z zachodnich regionów Mjanmy, którzy zbiegając przez konfliktem szukali schronienia w Indiach. Wkroczenie do sąsiednich Indii nie stanowiło dla nich problemu, w tym sensie, że długa na ponad 1600 km granica Indii z Mjanmą w większości jest nieogrodzona, a na dodatek lokalni mieszkańcy mieli do niedawna prawo przekraczać ją w obie strony na pewną odległość bez żadnych dokumentów. Od 2024 r. Nowe Delhi zaczęło obie te swobody likwidować – granica ma zostać ogrodzona, a system swobodnego przepływu lokalnych mieszkańców zniesiony na rzecz przepływu kontrolowanego. Indie reagują tak dlatego, że napływ uchodźców oznacza nie tylko brzemię dla przyjmujących ich przygranicznych stanów, ale także wzrost zjawisk takich jak przemyt narkotyków czy uzbrojenia. Na dodatek rządząca Indiami prohinduska partia BJP najwyraźniej obawia się faktu, że pośród uchodźców z Mjanmy dominują obecnie zapewne chrześcijanie (a wcześniej dominowali muzułmanie); dominującą liczebnie religią Indii jest zaś hinduizm. Działając w ten ten sposób Nowe Delhi, dbając o własne bezpieczeństwo, faktycznie utrudnia tym uchodźcom znajdywanie schronienia, a także w pewnym stopniu ogranicza funkcjonowanie rebelianckim grupom kontrolującym terytoria po drugiej stronie granicy.
Tymczasem jednak krańcową różną postawę przyjął rząd małego indyjskiego stanu na granicy z Mjanmą – Mizoramu. O ile Nowe Delhi próbuje się od wojny domowej w sąsiednim kraju dosłownie odgrodzić, o tyle premier Mizoramu zaangażował się jednoznacznie po jednej stronie tego konfliktu – i to po stronie rebeliantów.
Plemię ponad państwem. Stosunek Mizoramu do wojny domowej w Mjanmie
Większość mieszkańców stanu Mizoram stanowią plemiona ludu Mizo, zwanego także Zo. Ten sam lud żyje również po drugiej stronie granicy i stanowi większość w birmańskim stanie Czin. Tam lud ten zowią właśnie Czin. Co więcej, ten sam lud żyje także w sąsiednim stanie Manipur, gdzie nazywany jest Kuki bądź Kuki-Zo, ale stanowi tam mniejszość. Innymi słowy – nazwy Zo, Mizo, Czin, Kuki i Kuki-Zo odnoszą się do tego samego ludu, który będzie odtąd nazywany tu po prostu Zo. Plemiona te stanowią nie tylko jeden lud i mówią językami z tej samej grupy (Kuki-Czin; gałąź rodziny języków sino-tybetańskich), ale także wyznają tę samą wiarę: chrześcijaństwo (w większości protestantyzm). Mieszkańców indyjskiego Mizoramu i birmańskiego Czin łączą zatem bardzo silne więzi i te ukazały swoją trwałość w obliczu wybuchu wojny domowej i napływu uchodźców z Mjanmy do Indii.
Wybitny badacz tożsamości narodowych Ernest Gellner przeciwstawił kiedyś tożsamość plemienną tożsamości narodowej. Tam, gdzie silnie zakorzeniona pozostaje tożsamość plemienna, nie ukonstytuuje się silna tożsamość narodowa, argumentował Gellner – ta pierwsza musi zaniknąć lub osłabnąć, by pośród tego samego ludu wyrosła ta druga. Widać to nadal po pewnych zakątkach świata, takich jak pogranicze afgańsko-pakistańskie, gdzie plemiona pasztuńskie po obu stronach granicy zachowują wspólną tożsamość, rodzinne więzi i współpracę ponad granicą; wielu zresztą otwarcie tę granicę odrzuca. Innym takim pograniczem jest linia oddzielająca indyjski Mizoram i birmański Czin.
Dlatego też zresztą Indie utrzymywały do niedawna możliwość swobodnego przepływu osób przez tę granicę. Wiedząc, że po obu stronach żyje ten sam lud, a czasem nawet te same rodziny, pozwalano obywatelom Mjanmy wkraczać na terytorium Indii bez konieczności uzyskiwania wiz ani żadnych innych dokumentów, ale tylko na głębokość do 16 km (i tak samo w drugą stronę). Kiedy w 2024 r. rząd w Nowym Delhi ogłosił zniesienie tej zasady swobodnego przepływu, skrytykował to m.in. premier Mizoramu, Lalduhoma. Zgromadzenie ustawodawcze tego stanu wydało również rezolucję potępiającą tę decyzję Nowego Delhi. W wypowiedzi, która doskonale potwierdza obserwacje Ernesta Gellnera premier Lalduhoma stwierdził, że nie można pozwolić na to, by międzynarodowe granice podzieliły lud Zo. Premier Mizoramu przeciwstawił się Nowemu Delhi również na inne sposoby.
Podczas gdy rząd centralny zapowiedział grodzenie granicy, Mizoram otworzył swoje podwoje dla uchodźców z Mjanmy szerzej niż jakikolwiek inny stan Indii. W Mizoramie może obecnie przebywać od 30 do 40 tysięcy uchodźców z Mjanmy, podczas gdy w dwóch innych przygranicznych stanach, Manipurze i Nagalandzie, może być ich po kilka tysięcy. Do czwartego przygranicznego stanu, Arunaćal Pradeś, trafiła ich najwyraźniej ledwie garść. Co więcej, ogromna większość uchodźców z Indii pochodzi ze stanu Czin, a więc w większości reprezentują oni właśnie lud Zo. Postawa Mizoramu stanęła w sprzeczności z podejściem nie tylko Nowego Delhi, ale także sąsiedniego indyjskiego stanu Manipur. W Manipurze większość stanowią hinduskie plemiona Meitei, a chrześcijańscy Zo stanowią mniejszość. Rząd Manipuru podjął zatem próby deportacji uchodźców, podczas gdy rząd Mizoramu odrzuca płynące z Nowego Delhi polecenia, by deportacje rozpocząć. Rząd Manipuru zapowiada, że zakończy grodzenie granicy do 2028 r., a rząd Mizoramu wciąż odrzuca nawet sam plan grodzenia.
Równolegle jednak zasoby Mizoramu na cel pomocy uchodźcom coraz szybciej się kurczą, co w czerwcu 2026 r. przyznał sam premier Lalduhoma. Ubogi Mizoram zamieszkuje tylko około miliona osób – obecnie szacunkowo około 1,26 mln. Przy założeniu, że przebywa tam około 40 000 uchodźców oznaczałoby, że jeden uchodźca przypada na zaledwie ok. 31 Mizoramczyków. Mizoram jak dotąd nie zrealizował także najwyraźniej swojej obietnicy dostarczania elektryczności do stanu Czin, co zapowiadał w 2024 r.
Premier Lalduhoma zaangażował się jednak nie tylko w podejmowanie uchodźców, ale pewnym sensie i w samą wojnę domową w Mjanmie. Większość birmańskich zbrojnych grup rebelianckich oparta jest na podziałach etnicznych: poszczególne ludy mają swoje armie, czasem zresztą kilka różnych i konkurujących. Dopiero z tych sił buduje się szersze, ponadetniczne sojusze. Nie inaczej jest w mateczniku ludu Zo – stanie Czin. Obecnie większość jego terytorium kontrolują dwa takie rebelianckie ugrupowania – Bractwo Czinów (Chin Brotherhood) i Rada Kraju Czin (Chinland Council). Wraz z uchodźcami niektórzy członkowie takich ugrupowań znaleźli jednak najwyraźniej schronienie także w Indiach, a więc głównie w Mizoramie. Do 2025 r. jedna z takich grup, Armia Arakanu, miała utworzyć trzy biura w Mizoramie (nie jest ona akurat ugrupowaniem ludu Zo, ale jest obecna także w stanie Czin). Pojawianie się takich ugrupowań partyzanckich pozwoliło premierowi Lalduhomie odegrać rolę nie tylko gospodarza, ale i rozjemcy. W 2025 r. pomniejsza grupa rebeliancka ludu Zo, Narodowa Konsultacyjna Rada Czinów (Chin National Consultative Council), podpisała umowę o połączeniu z Radą Kraju Czin. Umowę podpisano w Indiach – w stolicy Mizoramu, Aizawl – w obecności premiera Lalduhomy, który przedstawił się jako współtwórca tego porozumienia.
Lalduhoma nie kryje się zresztą z tym, że zabiega o zjednoczenie różnych grup rebelianckich ludu Zo walczących z rządej Mjanmy. W 2024 r. premier Mizoramu udał się – prywatnie, nie służbowo – na zjazd ludu Zo w Stanach Zjednoczonych, gdzie wprost mówił o walce ludu Zo przeciw władzy birmańskich generałów w pierwszej osobie liczby mnogiej, jakby sam był częścią tego konfliktu. ,,Buntujemy się przeciw wspólnemu wrogowi’’ – powiedział między innymi. Lalduhoma zasugerował również, że pewnego dnia lud Zo może zostać zjednoczony pod jednym rządem. Do ognia kontrowersji, którą premier Mizoramu rozpalił tą wypowiedzią oliwy dolał indyjski parlamentarzysta K. Vanlalvena, również wywodzący się ze stanu Mizoram i z ludu Zo (acz w Mizoranie reprezentujący opozycję wobec rządu Lalduhomy). W 2025 r. Vanlalvena udał się do birmańskiego stanu Czin, spotkał się z tamtejszymi rebeliantami z grup Zo i zasugerował włączenie ich do terytorium do Indii, skoro, jak stwierdził, rząd birmański i tak nie ma nad nimi w praktyce władzy.
Federalny rząd Indii nie podejmuje jednak oczywiście prób aneksji birmańskiego stanu Czin, a wypowiedzi Lalduhomy i Vanlalveny na pewno postrzega jako szkodliwe dla stosunków z birmańskim rządem (które zareagował na nie jednoznacznie negatywnie). Jednakże w ramach grodzenia granicy Indie zasugerowały, że niektóre skrawki terytorium dalej mają niejasny status i może być potrzebna ich wymiana. Równolegle w 2025 r. rząd w Nowym Delhi skarcił premiera Mizoramu za odgrywanie roli mediatora między rebelianckimi grupami i przypomniał, że rządy stanowe Indii nie mają kompetencji w zakresie prowadzenia polityki zagranicznej.
Lalduhoma jednak najwyraźniej się tym nie przejął. W lipcu 2026 ponownie wzywał grupy Zo do jednoczenia się i podkreślił, że jego rząd dalej odgrywa rolę mediatora między tymi grupami. Jakby na potwierdzenie tych słów w sierpniu 2026 Lalduhoma zorganizował w stolicy Mizoramu szczyt pokojowy grup Zo, na który zaprosił z Mjanmy reprezentantów dwóch największych ugrupowań rebelianckich działających w stanie Czin – wspomnianych już Bractwa Czinów i Rady Kraju Czin. Co więcej, Lalduhoma miał spotkać się z reprezentantami innej grupy rebelianckiej – wspomnianej Armii Arakanu (AA) – złożonej nie z chrześcijańskich Zo, a buddyjskich Rakhine, ale kontrolującej kawałki terytorium stanu Czin. Lalduhoma wezwał także grupy rebeliantów Zo ze stanu Czin do współpracy z AA. Wydaje się zatem, że dopóki trwać będzie wojna domowa w Mjanmie (a trwać może długo) i dopóki trwać będzie kadencja Lalduhomy (a zostały jej jeszcze dwa lata), premier Mizoramu podejmować będzie próby mediacji między grupami rebelianckimi w Mjanmie.
Perspektywy
Postawa obecnego rządu Mizoramu to fascynujący przykład prowadzenia przez indyjski graniczny stan własnej polityki zagranicznej – przykład to jednak równie fascynujący, co i rzadki. Rząd centralny miał w sensie prawnym rację wypominając Lalduhomie, że nie ma kompetencji, by prowadzić takie działania. Co ciekawe jednak, nie istnieje najwyraźniej konstytucyjna podstawa do rozwiązania indyjskiego stanu przez rząd centralny ze względu na próby prowadzenia własnej polityki zagranicznej. Do rozwiązania takiego rządu może dojść, gdy stan nie może funkcjonować zgodnie z konstytucją – co najczęściej rozumie się jako niemożność zapanowania nad porządkiem, w obliczu protestów czy walk. Tymczasem, choć napływ uchodźców z Mjanmy do Mizoramu doprowadził do pewnych tarć, nie wywołał krwawych zamieszek, które usprawiedliwiłyby rozwiązanie stanowego rządu. Nie doszło do nich zapewne właśnie dlatego, że gospodarzy i uchodźców łączy tożsamościowo tak wiele. Do krwawych walk doszło natomiast w sąsiednim Manipurze, gdzie takich tożsamościowych więzów między dominującą grupą stanu a uchodźcami zabrakło. W Manipurze od kilku lat po dziś dzień toczą się starcia między mniejszością Zo a większością Meitei, podsyconych najwyraźniej obawami Meitei przed napływem kolejnych kilku tysięcy Zo z Mjanmy. Jak na ironię zatem, jak dotąd rząd w Nowym Delhi zmuszony został do rozwiązania nie rządu Mizoramu, a rządu Manipuru. Stało się tak mimo tego, że w Manipurze i w Nowym Delhi rządziła ta sama partia (BJP) i mimo że rządy w Manipurze i Nowym Delhi miały tak samo chłodny stosunek do uchodźców z Mjanmy (w przeciwieństwie do rządu w Mizoramie).
Równolegle jednak Mizoram nie ma ani sił, ani środków, by w nieskończoność sprzeciwiać się Nowemu Delhi. Jak wspomniano, stan zamieszkuje ok. milion mieszkańców – to zatem kropla w oceanie indyjskiej populacji, szacowanej obecnie na 1,4-1,5 mld osób. Terytorium Mizoramu to 21 tys. km kw. – a zatem zaledwie spłachetek ogromu Indii, rozciągających się na 3,2 mln km kw. Ponieważ panowanie nad porządkiem jest kompetencją rządów stanowych Mizoram dysponuje własnymi siłami policyjnymi. Jednakże kontrola nad siłami zbrojnymi, paramilitarnymi, ochrony granicy i rezerwowych jednostek policji leży w kompetencjach rządu centralnego. Mając do dyspozycji takie siły Nowe Delhi może zatem po prostu wymusić deportacje mimo sprzeciwu rządu Mizoramu, tak jak może wymusić ogrodzenie granicy. W Mizoramie stacjonują na przykład jednostki paramilitarnych sił Assam Rifles, podległych rządowi w Nowemu Delhi. W 2025 r. zostały one przesunięte ze stolicy Mizoramu do obszarów na granicy z Mjanmą. Co do przypadków takich jak wyjazd Lalduhomy na zjazd Zo w USA czy wyjazd Vanlalveny do Mjanmy na spotkanie z rebeliantami Czin, to i takie podróże Nowe Delhi mogłoby w przyszłości blokować, nawet gdyby realizowane byłyby w charakterze wyjazdów prywatnych.
Na pytanie, dlaczego Nowe Delhi jeszcze tego nie uczyniło, odpowiedzi mogą być dwie i obie mogą być równolegle prawdziwe: (1) bo Nowemu Delhi łatwiej jest zostawić zarządzanie częścią pogranicza rządom stanowym i (2) bo z postawy rządu Mizoramu mogą wynikać także korzyści. Co do czynnika (1): region Północnego Wschodu Indii pozostaje jednym z najbardziej zaniedbanych przez Nowe Delhi, odległych od centrów władzy politycznej i gospodarczej kraju i niemal odgrodzonych od reszty Indii przez terytorium Bangladeszu. Niektóre odcinki granicy są de facto pod kontrolą prywatnych organizacji zbrojnych, co po cichu zdejmuje konieczność ich obsadzania przez siły Nowego Delhi. Indiom bowiem potrzebne są znaczne środki na obsadzanie znacznie mniej bezpiecznych granic – z Pakistanem i Chinami. Być może zatem Nowe Delhi na razie akceptuje postawę Mizoramu choćby dlatego, że stale ma przed sobą znacznie większe i kosztowniejsze wyzwania na innych frontach.
Jest jednak także powód (2): postawa Mizoramu nie musi być w każdym aspekcie szkodliwa dla Nowego Delhi. Jest faktem, że spowodowała ona krytykę rządu birmańskiej junty, a więc mogła zaszkodzić stosunkom Indie-Mjanma. Równocześnie jednak rząd Mizoramu, ze swoją bliskością geograficzną do Mjanmy i swoimi ponadgranicznymi kontaktami, może stanowić kopalnię wiedzy o sytuacji w ogarniętym wojną domową sąsiedztwie. W 2025 r. Lalduhoma spotkał się z premierem Modi i informował go o wewnętrznych walkach między grupami Czin – czymś, o czym Lalduhoma zapewne wie całkiem dużo, bo takie walki stoją na drodze jego celu zjednoczenia tych grup.
Przede wszystkim zaś wciąż niejasne jest, w jakim kierunku potoczy się wojna domowa w Mjanmie. Obecnie wydała się znaleźć w impasie – w 2026 w pewnych obszarach doszło nawet do kontrofensywy sił rządowych (w tym na niektórych obszarach graniczących z Indiami). Rząd w Nowym Delhi jak dotąd zachował poprawne stosunki z Naypyidaw, ale nie może wszak wykluczyć upadku tego drugiego i zwycięstwa sił rebelianckich, a w efekcie powstania ich rządu. Nawet gdyby zaś utrzymał się impas, siły rebelianckie i tak kontrolują większość pogranicza z Indiami. Indie zatem obecnie nie graniczą niemal w ogóle z terytoriami pod panowaniem birmańskiego rządu. Jakiekolwiek ustalenia, jak te dotyczące transgranicznego handlu, musiałyby obecnie odbywać się z udziałem grup rebelianckich, aby mieć jakąkolwiek szansę na powodzenie. W sierpniu 2026 r. na przykład Indie omawiały możliwość rozwoju takiego handlu z rządem birmańskim, nie rebeliantami, co wydawało się zupełnie ignorować rzeczywistość. Na dodatek, jak wspomniano wcześniej, rebelianci opanowali większość obszarów, na których Nowe Delhi sponsorowało w Indiach powstawanie nowej infrastruktury. Niezależnie od tego, w jakim kierunku zmierza konflikt, Nowe Delhi może być więc zwyczajnie zmuszone do kontaktów z rebeliantami.
Jak dotąd rząd indyjski czynił to cicho i ostrożnie. W 2024 r. miano zaprosić reprezentantów różnych grup rebeliantów, w tym ze stanu Czin, na seminarium do rządowego think tanku w Delhi, choć następnie się z tego wycofano, najwyraźniej po interwencji junty. Krążą także niepotwierdzone informacje, że pod koniec 2025 r. członkowie Armii Arakanu mieli otrzymać w Mizoramie uzbrojenie – ale nie od sił tego stanu, czego można byłoby oczekiwać, a właśnie od podlegających pod indyjski rząd centralny Assam Rifles. AA miała także prosić Indie o przepuszczanie dostaw m.in. paliwa i leków na jej terytorium, acz nie wiadomo, czy Nowe Delhi udzieliło zgody. Inne plotki głoszą, że rząd indyjski zaczął rozmawiać z birmańskimi rebeliantami ze stanu Kaczin o dostępie do tamtejszych metali ziem rzadkich.
Tu właśnie ujawnia się dwoista sytuacja Mizoramu. Jeśli rząd generałów pokona ugrupowania rebelianckie i odzyska pełnię władzy, polityka popierania rebeliantów przez premiera Mizoramu będzie cierniem w relacjach Nowego Delhi z Naypyidaw, a zatem będzie zapewne musiała być ukrócona. Jeśli jednak rebelianci zaczną odnosić dalsze sukcesy, dotychczasowa polityka Mizoramu może jeszcze okazać się Nowemu Delhi przydatna do budowy kontaktów z nowymi zwycięzcami. Być może zatem Nowe Delhi woli obserwować bieg wydarzeń i nie opowiadać się jednoznacznie po jednej stronie konfliktu – a jest to wszak cecha charakterystyczna polityki zagranicznej Indii również w innych obszarach świata.
