Od 26 lutego do teraz trwają starcia między Pakistanem a Afganistanem. W ten sposób Islamabad próbuje wymusić na Kabulu powstrzymanie organizacji terrorystycznych, które – jak twierdzi pakistański rząd – kryją się na afgańskiej ziemi i stamtąd atakują sąsiedni kraj. Stroną z ewidentną przewagą w tych starciach jest Pakistan. Jego siły uderzają pociskami w różne cele w Afganistanie, w tym bazy sił zbrojnych, a także zajmują liczne posterunki graniczne. Afganistan odpowiada głównie atakami dronów. Prawdopodobnie jednak żadna strona nie osiągnie swoich celów w tych starciach. Uderzając w bazy afgańskich sił, Pakistan nie osłabi organizacji terrorystycznych działających z tego kraju. Takie starcia między Pakistanem i Afganistanem będą się zapewne w najbliższej przyszłości powtarzać.
Od wielkiego zamachu do małej wojny
W lutym w Pakistanie doszło do serii ataków, o które islamabadzki rząd oskarżył terrorystów działających z terytorium Afganistanu. Szóstego lutego doszło do potężnego zamachu bombowego na szyicki meczet w Islamabadzie. Zginęło 36 osób, a Pakistan odpowiedzialnością za atak obarczył Państwo Islamskie. Szesnastego lutego doszło do ataku terrorystycznego na punkt kontrolny w dystrykcie Bajaur [wym. Badźor] w prowincji Chajber Pachtunchwa. Zginęło 11 osób, w tym przypadkowa ofiara: dziecko. Tym razem według Islamabadu za atak odpowiadali pakistańscy talibowie, czyli organizacja TTP (Tehrik-e-Taliban Pakistan; Ruch Talibów Pakistańskich). W zemście za te ataki 22 lutego Pakistan poraził cele w Afganistanie twierdząc, że uderzył w ośrodki terrorystów – Państwa Islamskiego i TTP. Kabul zaś twierdził, że zabite zostały same osoby cywilne; rząd afgańskich talibów ogłosił również, że atak Pakistanu na jego terytorium zostanie pomszczony. Odwet ten rozpoczął się 26 lutego, kiedy siły talibów zaatakowały posterunki graniczne Pakistanu. Wówczas walka rozpoczęła się już nie tylko między siłami zbrojnymi jednej strony (Pakistanu) a terrorystami kryjącymi się w drugim państwie (Afganistanie), ale także między siłami zbrojnymi obu krajów.
Pakistan odpowiedział nalotami na bazy sił afgańskich w noc z 26 na 27 lutego. W następnych dniach Islamabad, jak twierdzi, odbił wszystkie posterunki graniczne, zajął wiele posterunków afgańskich i kilkakrotnie jeszcze porażał cele w Afganistanie, w tym lotnisko w Nangarharze i bazy sił afgańskich, w tym m.in. w Kabulu, Kandaharze i Paktii. Talibowie odpowiedzieli najwyraźniej głównie atakami dronów na nieodległe granicy pakistańskie miasta; pojawiły się także informacje o atakach hakerskich na pakistańskie telewizje. Starcia trwają do teraz (szósty marca). Trudno przewidzieć, kiedy się skończą, ale wydają się zachowywać podobny schemat: Pakistan razi pociskami cele znacznie głębiej w Afganistanie, w tym bazy wojskowe afgańskich talibów, a ci odpowiadają głównie atakami dronów na bazy pakistańskie bliższe granicy.
Trudno jest także określić zakres strat. Piątego marca minister informacji Pakistanu, Ataullah Tarar, twierdził na przykład, że w atakach jego państwa zginęło aż 481 afgańskich talibów i zniszczono m.in. 198 czołgów. Nie wydaje się jednak możliwe, by Pakistan dysponował tak dokładną liczną zgonów żołnierzy drugiego państwa, zwłaszcza że część uderzeń na afgańskie bazy przeprowadził nocą. Podobne wątpliwości można mieć co do afgańskich deklaracji o stratach po stronie Pakistanu. Nie jest też jasne, czy uderzenia afgańskich dronów spowodowały jakiekolwiek większe straty po stronie pakistańskiej. Afganistan w zasadzie nie posiada sił powietrznych, poza śmigłowcami pozostawianymi przez siły ISAF (nie wiadomo jednak, w jakim są stanie i ile osób potrafi je pilotować). Pakistan dysponuje natomiast różnymi maszynami, w tym amerykańskimi F-16, a także pociskami dalekiego zasięgu, wobec których Afganistan w zasadzie nie posiada żadnej obrony. Najpewniej zatem na koniec starć to Afganistan będzie stroną znacznie bardziej stratną. Mimo to podobny konflikt może się powtórzyć w najbliższej przyszłości.
Szerszy kontekst starć
Obecne starcia między krajami stanowią powtórzenie niepokojącego schematu, odtwarzanego od roku 2021: (1) na terytorium Pakistanu dochodzi do zamachów, (2) państwo to oskarża o ich organizację grupy terrorystyczne chroniące się w Afganistanie i (3) dokonuje uderzeń na cele w tym sąsiednim kraju, deklarując, że mści się na organizacjach terrorystycznych. Powoduje to wówczas zawsze (4) napięcia dyplomatyczne na linii Islamabad-Kabul, gdyż rząd afgańskich talibów niezmiennie twierdzi, że na jego terytorium nie kryją się żadni terroryści i że ataki Pakistanu prowadzą do śmierci osób cywilnych. W niektórych wypadkach, tak jak w tym, taki cykl wydarzeń kończy się nie tylko starciami dyplomatycznymi, ale i zbrojnymi.
Rząd Pakistanu domaga się, by Afganistan powstrzymał tę działalność terrorystyczną. Islamabad twierdzi także, że gdyby Kabul usłuchał tego żądania, siły pakistańskie nie byłyby zmuszone uderzać w – jak twierdzą – ośrodki radykałów na afgańskiej ziemi. Do takiego samego schematu wydarzeń doszło w poprzednim roku. Wówczas, jak się wydawało, zakończyły się one konstruktywnie, bo po rozmowach w Katarze i Turcji strony zgodziły się na zawieszenie broni i wprowadzenie ,,mechanizmów na rzecz utrzymania pokoju’’. Nowe zamachy i nowe starcia sugerują, że albo żadnych mechanizmów w praktyce nie wprowadzono, albo nie były one skuteczne.
Obecne starcia rozgrywają się także w cieniu amerykańsko-izraelskiej wojny przeciw Iranowi, która zaczęła się ledwie dwa dni później (początek starć Afganistan-Pakistan: 26 luty; początek wojny przeciw Iranowi: 28 luty). Ta zbieżność wydaje się jednak przypadkowa. Trudno także wskazać także na wpływ jednego konfliktu na drugi (przynajmniej na razie). Spytany o jego opinię o tych starciach, prezydent USA Donald Trump stwierdził, że Pakistan ,,radzi sobie świetnie”, a więc wyraźnie wypowiedział się po stronie Islamabadu w walce z afgańskimi talibami. Nawet gdyby zatem Amerykanie nie byliby obecnie zajęci swoimi atakami na Iran, zapewne nie interweniowaliby w starcia Pakistan-Afganistan.
Można jednak spekulować, że gdyby nie konflikt USA i Izraela z Iranem niektóre państwa Zatoki Perskiej mogłyby skupić się na próbach mediacji między Afganistanem a Pakistanem (być może podobny wniosek dotyczy także Turcji). Tradycyjnym już obszarem negocjacji z afgańskimi talibami jest Doha w Katarze, ale państwo to wydaje się obecnie mocno skupione na irańskiej wojnie, która zaczęła go dotykać bezpośrednio. W przeszłości talibowie afgańscy uzyskiwali wsparcie m.in. od Arabii Saudyjskiej, ale obecnie wydaje się, że rząd w Islamabadzie ma bardzo silne związki z rządem w Rijadzie, a zatem ten ostatni nie opowiedziałby się po stronie Kabulu. W szerszym ujęciu rządowi afgańskich talibów brak zresztą jakichkolwiek sojuszników na świecie – nie tylko w Zatoce Perskiej. Ich największym sojusznikiem było bowiem od wielu lat państwo, które teraz stanowi ich największego wroga – Pakistan.
Tym niemniej, przez ostatnie trzydzieści lat afgańscy talibowie wykazali się ogromną odpornością na starcia z dużo silniejszym przeciwnikiem: do 2021 siłami ISAF, po 2021 siłami pakistańskimi. Najpewniej zatem nie ulegną oni nawet teraz, kiedy brak im zewnętrznego wsparcia. Wydaje się, że dla afgańskich talibów od sojuszu z Pakistanem ważniejsze są idee religijne (prowadzenie dżihadu) i więzy etniczne: to jest relacje z Pasztunami żyjącymi na terytorium Pakistanu i często kwestionującymi jego władzę.
Co wcześniejsze relacje pakistańsko-afgańskie mogą nam powiedzieć o ich przyszłości?
To dzięki pomocy Pakistanu talibowie afgańscy przetrwali dwadzieścia lat (2001-2021) walki z siłami ISAF. Często kryli się oni na terenie Pakistanu, uzyskiwali tam informacje, leczenie, broń i pieniądze. Kiedy więc w 2021 talibowie afgańscy przejęli władzę w Afganistanie wydawało się, że Pakistan pozostanie ich największym sojusznikiem. Stało się jednak na odwrót – od początku między Kabulem a Islamabadem narastała niezgoda.
Poza opisaną już kwestią terroryzmu talibowie afgańscy okazali się często nie uznawać granicy między krajami, czyli Linii Duranda, narzuconej w XIX w. przez Brytyjczyków. Podział ten sprawił, że niektóre terytoria tradycyjnie należące do Afganistanu – i zamieszkane przez Pasztunów –znalazły się w granicach Pakistanu. Wielu Pasztunów z obu stron granicy kultywuje ponadgraniczne więzi; wielu najwyraźniej też tej granicy po prostu nie uznaje. Można domyślać się, że póki talibowie afgańscy potrzebowali pomocy Pakistanu i ukrywali się na jego terenie, starali się nie podnosić tej terytorialnej kwestii. Powróciła ona jednak kiedy tylko przejęli władzę w Kabulu i tym samym wybili na niezależność od Pakistanu. Również podczas obecnych starć co najmniej dwóch ministrów w Kabulu podważyło status Linii Duranda jako granicy państw. Jeden z nich stwierdził, że nadszedł czas, by ,,permanentnie rozwiązać kwestię Linii Duranda’’, co mogłoby sugerować chęć odzyskania przez Afganistan pasztuńskich ziem Pakistanu. W praktyce jednak rząd w Kabulu nie ma szans na odbicie tego terytorium od znacznie silniejszego sąsiada.
Afgańscy talibowie są jednak w stanie wspierać ruchy terrorystyczne na terenie Pakistanu – a w każdym razie przymykać oko na ich działalność poprzez granicę. Istnieją dwie organizacje talibów: talibowie afgańscy i talibowie pakistańscy. Ci drudzy zrzeszeni są we wspomnianej już organizacji TTP. O ile talibowie afgańscy walczyli z rządem w Afganistanie (aż wygrali), talibowie pakistańscy dalej walczą z rządem w Pakistanie. Talibów pakistańskich i afgańskich dzieli kraj, który zamieszkują i wróg, z którym walczyli, ale łączy ich ideologia (radykalny islam) i więzi etniczne (przynależność do grupy Pasztunów). Nie można zatem wykluczyć, że talibowie afgańscy faktycznie udzielają schronienia swoim ideologicznym i etnicznym pobratymcom z Pakistanu (lub przynajmniej przymykają oko na ich obecność na swoim terytorium). Byłaby to o tyle ironiczna sytuacja, że wcześniej Pakistan działał tak samo w drugą stronę: pomagał talibom afgańskim przemykać się przez granicę i ze swojego terytorium atakować siły ISAF. Teraz mogłoby się okazać, że dokładnie tak samo Afganistan pozwala członkom TTP atakować Pakistan.
W sensie wojskowym ta sytuacja pokazuje, jak nieszczelna jest pakistańsko-afgańska granica. Przecinające ją więzi etniczne i religijne okazują się silniejsze niż bariera fizyczna w postaci gór i bariera zbrojna w postaci pilnujących granicy sił. Ze wsparciem Kabulu czy bez niego, członkowie TTP będą w stanie dalej ukrywać się na terenie Afganistanu, a także atakować cele na terenie Pakistanu.
Wnioski
Znaczna przewaga militarna przewaga Pakistanu nie rozwiązuje problemu transgranicznego terroryzmu. Uderzając w bazy afgańskich sił, Pakistan nie osłabi organizacji terrorystycznych działających z tego kraju. Nie powstrzyma także też w ten sposób przenikania członków TTP przez granicę.
Islamabad nie będzie zaś raczej ryzykować wkroczenia na terytorium Afganistanu. Talibowie afgańscy mają ogromne doświadczenie w toczeniu walki partyzanckiej na swoim terytorium: w ten sposób wytrzymywali wojnę z siłami USA i innymi państwami przez dwie dekady. W razie wkroczenia sił pakistańskich talibowie afgańscy pewnie rozproszyliby się i atakowali najeźdźcę w formule wojny partyzanckiej, powodując ogromne straty. Bez wkroczenia na terytorium afgańskie Pakistan zaś nie będzie w stanie tam stworzyć sprzyjającego sobie rządu. Chociaż zatem Afganistan nie ma szans wygrać wojny z nuklearnym Pakistanem, nie może jej także raczej przegrać.
Prawdopodobnie zatem żadna strona nie osiągnie swoich celów w tych starciach. Pakistan będzie musiał zatem zastosować inne metody nacisku na Kabul; być może na przykład blokowanie tranzytu. Jakie by to metody nie były, napięcia między państwami będą zatem powtarzać się w najbliższej przyszłości.
