16 sierpnia prezydent Donald Trump niespodziewanie polecił znacząco ograniczyć udział Stanów Zjednoczonych w corocznych ćwiczeniach wojskowych z Koreą Południową Ulchi Freedom Shield (UFS). Kilka dni później Stany Zjednoczone odwołały również zaplanowane na wrzesień ćwiczenia desantowe Ssangyong. Trump uzasadniał ograniczenie UFS m.in. kosztami ćwiczeń, chęcią uniknięcia działań, które mogłyby być odbierane przez Pjongjang jako prowokacyjne oraz dążeniem do poprawy relacji z Kim Dzong Unem. Jednocześnie połączył tę decyzję z niezadowoleniem z powodu odmowy udziału Korei Południowej w amerykańskich działaniach wojennych przeciwko Iranowi.
Dla Seulu szczególnie problematyczny okazał się nie tyle sam fakt ograniczenia ćwiczeń, ile sposób podjęcia decyzji bez wcześniejszych konsultacji. W tej sytuacji Prezydent Lee Jae-myung, zamiast otwarcie kwestionować decyzję Waszyngtonu, podkreślił znaczenie utrzymania silnego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi dla bezpieczeństwa Korei Południowej, jednocześnie wskazując na potrzebę dalszego wzmacniania własnych zdolności obronnych. Rząd starał się także przedstawiać ograniczenie ćwiczeń jako element szerszych wysiłków na rzecz zmniejszenia napięć na Półwyspie Koreańskim i stworzenia warunków do dialogu z KRLD
Czy jednostronne ograniczenie amerykańskiej obecności wojskowej może osłabić wiarygodność rozszerzonego odstraszania USA wobec Korei Południowej? Czy decyzja Trumpa przyspieszy debatę w Seulu nad strategiczną autonomią? Wreszcie, czy ograniczenie ćwiczeń rzeczywiście zwiększy szanse na ponowne otwarcie dialogu z Pjongjangiem?
Erozja zaufania bez erozji poparcia dla sojuszu
W ostatnich miesiącach w Korei Południowej wyraźnie pogorszyło się postrzeganie Stanów Zjednoczonych. Badanie Pew Research Center z wiosny 2026 r. pokazało, że po raz pierwszy od ponad dwóch dekad ponad połowa Koreańczyków (55%) deklarowała niekorzystną opinię o USA, podczas gdy pozytywnie o Stanach wypowiadało się 45%. Jeszcze rok wcześniej proporcja ta wynosiła odpowiednio 39% i 61%. Spadek zaufania jest widoczny również w ocenie USA jako partnera: coraz mniej Koreańczyków uważa Stany Zjednoczone za wiarygodnego partnera swojego kraju oraz za państwo przyczyniające się do pokoju i stabilności.
Nie oznacza to jednak kryzysu samej idei sojuszu: 84% (spadek z 89% w porównaniu do ubiegłego roku) respondentów nadal wskazuje USA jako najważniejszego sojusznika. Wyniki te sugerują, że w południowokoreańskim społeczeństwie nie zachodzi obecnie prosta zmiana od „proamerykańskości” do „antyamerykańskości”. Bardziej trafne byłoby mówienie o rozdzieleniu dwóch ocen: zaufania do Stanów Zjednoczonych jako partnera oraz przekonania o strategicznej konieczności utrzymania sojuszu. Koreańczycy mogą coraz bardziej krytycznie oceniać działania Waszyngtonu, a jednocześnie uznawać, że w obliczu północnokoreańskiego potencjału nuklearnego nie istnieje obecnie realna alternatywa dla amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. Warto podkreślić, że pogorszenie wizerunku Waszyngtonu jest związane przede wszystkim z polityką drugiej administracji Donalda Trumpa, postrzeganą jako coraz bardziej jednostronna i transakcyjna.
Problemem dla Seulu nie jest więc pytanie: czy potrzebujemy sojuszu z USA? Odpowiedź na to pytanie pozostaje zasadniczo twierdząca. Coraz bardziej problematyczne staje się natomiast pytanie: czy można w takim samym stopniu jak wcześniej polegać na USA jako gwarancie bezpieczeństwa?
Konsekwencje transakcyjności sojuszu
To właśnie w tym kontekście należy odczytywać reakcję na decyzję Trumpa o ograniczeniu ćwiczeń wojskowych. Jednostronne ogłoszenie decyzji, brak wcześniejszych konsultacji z Seulem oraz powiązanie poziomu współpracy wojskowej z innymi oczekiwaniami Waszyngtonu wzmacniają obawy, że amerykański sojusz staje się bardziej transakcyjny niż oparty na przewidywalności i wzajemnym zaufaniu. Druga administracja Trumpa oraz przeciagająca się faza zamrożenia dialogu międzykoreańskiego postawiła Seul w sytuacji, w której Korea Południowa nadal potrzebuje sojuszu, ale jednocześnie musi liczyć się z tym, że jego warunki będą coraz częściej przedmiotem negocjacji.
W rezultacie w Seulu może rozwijać się nie tyle dążenie do uniezależnienia się od USA, ile potrzeba zmniejszenia asymetrii w ramach sojuszu. Wzrost poparcia dla przejęcia wojennego OPCON, zwiększania własnych zdolności konwencjonalnych czy nawet posiadania własnej broni nuklearnej należy zatem postrzegać jako potencjalne zabezpieczenie na wypadek dalszego spadku wiarygodności amerykańskiego zaangażowania, a niekoniecznie jako próbę zastąpienia sojuszu. Najnowsze badanie Gallup, w którym 65% respondentów opowiedziało się za posiadaniem przez Koreę Południową własnej broni nuklearnej, dobrze pokazuje skalę tej zmiany.
Paradoksalnie obecny kryzys zaufania wobec USA może zostać wykorzystany przez prezydenta Lee Jae-myunga w realizacji polityki „silniejszego sojuszu poprzez większą samodzielność Korei Południowej”. Założenia pragmatycznej polityki Lee dotyczą zwiększania autonomii strategicznej przy utrzymaniu sojuszu. Zamiast otwarcie krytykować Waszyngton, rząd przekierował uwagę na konieczność wzmacniania samej Korei Południowej. Ma to z jednej strony stanowić odpowiedź na oczekiwania Trumpa wobec sojuszników, by brali „większą odpowiedzialność” za własną obronność, z drugiej pokazywać, co jest dla Seulu priorytetem: bezpieczeństwo na Półwyspie Koreańskim, a nie angażowanie się w konflikt na Bliskim Wschodzie. Należy jednak podkreślić, że ta szansa na poszukiwanie większej autonomii stanowi także ryzyko realnego osłabienia sojuszu z USA i gwarancji bezpieczeństwa. Kluczowym wyzwaniem dla administracji Lee Jae-myunga jest znalezienie granicy między strategiczną autonomią a erozją interoperacyjności i wiarygodności wspólnego odstraszania.
Korzyści dla Korei Północnej
Dla Korei Północnej obecny kryzys zaufania między Seulem a Waszyngtonem może być korzystny przede wszystkim dlatego, że podważa jeden z fundamentów południowokoreańskiego odstraszania: przekonanie, że w przypadku konfliktu Stany Zjednoczone pozostaną w pełni zaangażowane w obronę Korei Południowej. Samo skrócenie ćwiczeń Ulchi Freedom Shield nie oznacza jeszcze istotnego osłabienia zdolności wojskowych sojuszu. Znaczenie decyzji Trumpa jest jednak szersze: została ona podjęta na jego polecenie. Dla Pjongjangu może to być sygnał, że amerykańskie zaangażowanie na Półwyspie jest bardziej podatne na kalkulacje polityczne Waszyngtonu, niż zakładała dotychczasowa strategia odstraszania.
Warto zauważyć, że stwarza to możliwość pogłębiania rozbieżności między Seulem a Waszyngtonem przez Pjongjang. Korea Północna od lat próbuje przedstawiać sojusz USA–Korea Południowa jako źródło napięcia na Półwyspie. Co więcej, Pjongjang nie zareagował na ograniczenie ćwiczeń deklaracją gotowości do rozmów. Kim Yo Jong uznała zmniejszenie skali ćwiczeń za niewystarczające, a 31 sierpnia północnokoreańskie MSZ ponownie stwierdziło, że polityka USA wobec KRLD pozostaje wroga i zapowiedziało dalsze wzmacnianie potencjału nuklearnego. Oznacza to, że Waszyngton dokonał częściowego ustępstwa, ale nie uzyskał w zamian widocznej zmiany stanowiska Pjongjangu.
To tworzy dla Korei Północnej korzystną sytuację negocjacyjną. Jeżeli Trump rzeczywiście dąży do ponownego spotkania z Kim Dzong Unem, Pjongjang może próbować podnosić cenę za powrót do dialogu, domagając się dalszego ograniczenia amerykańskiej obecności wojskowej, zmian w ćwiczeniach lub odejścia Waszyngtonu od żądania pełnej denuklearyzacji. Najnowsza deklaracja północnokoreańskiego MSZ pokazuje zresztą, że Pjongjang nie zamierza rezygnować ze swojego statusu nuklearnego w odpowiedzi na same gesty dyplomatyczne Waszyngtonu.
Dla Korei Południowej szczególnym zagrożeniem byłoby jednak zawarcie dwustronnego porozumienia między Waszyngtonem a Pjongjangiem bez realnego udziału Seulu. Trump może być zainteresowany przede wszystkim ograniczeniem zagrożenia dla terytorium USA, podczas gdy dla Korei Południowej kluczowe pozostaje zagrożenie ze strony północnokoreańskiej broni nuklearnej i rakiet krótkiego oraz średniego zasięgu. Porozumienie koncentrujące się na interesach bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych mogłoby więc ograniczyć część amerykańskich obaw, jednocześnie pozostawiając Seul z niezmienionym zagrożeniem. Co więcej, w zamian za ustępstwa Pjongjangu Waszyngton mógłby zaoferować ograniczenie ćwiczeń lub zmianę amerykańskiej obecności wojskowej na Półwyspie, co bez odpowiednich gwarancji dla Korei Południowej dodatkowo osłabiłoby jej pozycję strategiczną. Ryzyko nie polegałoby więc wyłącznie na tym, że Seul zostałby pominięty przy stole negocjacyjnym, ale że musiałby ponosić konsekwencje porozumienia, na którego kształt miałby ograniczony wpływ.
Jeżeli taki model będzie się powtarzał: jednostronne ustępstwa Waszyngtonu bez wzajemności Pjongjangu, KRLD może stopniowo uzyskiwać strategiczne korzyści bez konieczności zawierania porozumienia. Stawia to istotne pytanie przed Seulem: czy polityka Trumpa wobec KRLD rzeczywiście zwiększa szanse na negocjacje, czy też przesuwa punkt ciężkości z denuklearyzacji Korei Północnej na zarządzanie jej statusem nuklearnym, jednocześnie zwiększając niepewność Korei Południowej co do trwałości amerykańskiego parasola bezpieczeństwa? To może być jeden z najważniejszych dylematów strategicznych dla administracji Lee Jae-myunga.
Podsumowanie
Ostatecznie decyzja o skróceniu UFS może okazać się ważniejsza politycznie niż militarnie. Sama redukcja ćwiczeń nie zmienia jeszcze równowagi sił na Półwyspie. Zmienia jednak sposób, w jaki Seul może postrzegać trwałość amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. Jeżeli kolejne ustępstwa Waszyngtonu wobec Pjongjangu będą podejmowane bez konsultacji z Koreą Południową i bez uzyskania wzajemnych ustępstw od KRLD, obecny kryzys zaufania może przekształcić się w trwałą zmianę południowokoreańskiej strategii. Należy podkreślić, że Korea Południowa nie będzie raczej dążyć zerwania czy ograniczenia sojuszu, a działać zgodnie z logiką hedgingu w samym sojuszu (hedging inside the alliance). Przekłada się to na rosnące poparcie w Seulu dla transferu OPCON, zwiększania udziału w odstraszaniu, rozwoju przemysłu obronnego czy w końcu poparcia dla broni nuklearnej.
Dla Seulu kluczowym problemem nie jest więc sama większa odpowiedzialność za własną obronę, lecz ryzyko, że będzie ona konieczna do kompensowania coraz mniej przewidywalnych decyzji głównego sojusznika. O przyszłości sojuszu zdecyduje zatem nie wybór między zależnością od USA a strategiczną autonomią, lecz zdolność Korei Południowej do zwiększania własnej samodzielności bez osłabiania mechanizmów wspólnego odstraszania.
Cała sytuacja rodzi także ważne pytanie dla Polski: czy ograniczenie wsparcia USA dla Seulu może wpłynąć na koreański eksport broni? Paradoksalnie obecna sytuacja może zwiększyć znaczenie koreańskiego przemysłu obronnego i skłonność Seulu do rozwijania eksportu, ale jednocześnie zwiększyć presję na rozbudowę krajowych mocy produkcyjnych i uniezależnienie się od zagranicznych komponentów. Dla Polski oznacza to, że kluczowe znaczenie będzie miało nie tylko to, czy Korea pozostanie zainteresowana eksportem (wszystko wskazuje na to, że pozostanie), lecz także gdzie będzie produkowany sprzęt (by zwiększyć możliwości produkcyjne) i w jakim stopniu polski przemysł zostanie włączony do jego łańcucha dostaw. Stwarza to szansę na dalszy rozwój współpracy polsko-koreańskiej w kierunku lokalizacji produkcji.
