Dylemat cieśniny Ormuz. Indie i Pakistan wobec wojny na Bliskim Wschodzie

Opublikowano: 24 kwietnia 2026
Logo blogu OSA UŁ Indie Pakistan Iran

Krzysztof Iwanek

Konflikt USA i Izraela z Iranem wpłynął na Indie i Pakistan na kilka sposobów. Oba te południowoazjatyckie państwa zależą od importu surowców energetycznych z Zatoki Perskiej i w obu z nich częściowa blokada cieśniny Ormuz doprowadziła do braków gazu ziemnego. Ponadto, obywatele Indii i Pakistanu licznie pracują w państwach Zatoki Perskiej, w efekcie czego niektórzy z nich przypadkowo ponieśli śmierć w tym konflikcie. Formalnie jednak tak Nowe Delhi, jak i Islamabad pozostały neutralne wobec wojny i nie zaangażowały się w nią. Pakistan jednak zaangażował się w mediacje na linii Iran-USA. W praktyce jednak Islamabad nie ma siły sprawczej, która mogłaby zmusić te strony do zawarcia porozumienia; nie ma jej także Nowe Delhi. Oba południowoazjatyckie kraje pozostaną zatem raczej na uboczu konfliktu, a równocześnie będą dalej ponosić jego negatywne skutki.

,,Dylemat cieśniny Malakka’’ jest terminem, który często przewijał się przez publikacje dotyczące polityki zagranicznej ChRL. Dotyczy on ogromnej zależności Chin od importu surowców energetycznych z Bliskiego Wschodu – importu, który odbywa się przez Ocean Indyjski, cieśninę Malakka i Morze Południowochińskie, a zatem przez wiele obszarów, na których silną pozycję mają rywale Pekinu. Z perspektywy handlu surowcami nie ma dwóch bardziej wrażliwych punktów niż cieśnina Ormuz i cieśnina Malakka. W latach 2020-2024 przez każdą z tych cieśnin przepływało ok. 20 milionów baryłek ropy naftowej dziennie, czyli znacznie więcej niż przez jakiekolwiek inne cieśniny (por. dane EIA). 

O ile jednak w XXI stuleciu nikt jeszcze nie próbował zablokować cieśniny Malakka, to w ostatnich miesiącach stało się tak z cieśniną Ormuz – za sprawą działań Iranu, stanowiących reakcję na amerykańsko-izraelski atak na to państwo. Ten nowy konflikt pokazał zatem, że dużo więcej uwagi należało poświęcić ,,dylematowi cieśniny Ormuz’’ – ale pokazał także, że nie jest to dylemat tylko Chin, ale wielu państw świata. Należą do nich również państwa Azji Południowej, takie jak Indie i Pakistan, które również w ogromnym stopniu zależą od importu surowców z Bliskiego Wschodu. Konflikt USA i Izraela z Iranem postawił tak Nowe Delhi, jak i Islamabad w trudnej sytuacji – Indie i Pakistan nie dołączyły do wojny po żadnej stronie, ale równocześnie dotkliwie ją odczuły.

Delikatna równowaga, brak zaangażowania. Indie wobec konfliktu

Nowe Delhi stara się nie wypowiadać jednoznacznie o nowej wojnie na Bliskim Wschodzie, chociaż nie może być też wobec niej zupełnie obojętne. USA i Izrael rozpoczęły swój atak na Iran 28 lutego, a czwartego marca amerykański okręt podwodny zatopił irański okręt IRIS Dena, który wracał z manewrów w Indiach. Na dodatek IRIS Dena został zatopiony niedaleko wybrzeża Sri Lanki, a zatem i w niewielkiej odległości od Indii. Żeby uniknąć tego losu inny okręt, IRIS Lavan, poprosił o internowanie w indyjskim porcie; zostało ono przyznane, a Indie ogłosiły, że umożliwią załodze bezpieczną repatriację do Iranu. Ponadto, do 24 kwietnia potwierdzono śmierć ośmiu obywateli Indii w konflikcie – miliony Indusów pracują na Bliskim Wschodzie, a poza tym wielu z nich pracuje jako marynarze, i to szczególnie ci ostatni ponosili śmierć przy próbach przepływania cieśniny Ormuz. Mimo to Nowe Delhi dalej nie zorganizowało masowej ewakuacji swoich obywateli z Bliskiego Wschodu, poza szeregiem lotów do Arabii Saudyjskiej i ewakuowaniem ponad 2500 indyjskich marynarzy, którzy utknęli na statkach w Zatoce Perskiej, na zachód od cieśniny Ormuz.

Wojna w regionie dotyka nie tylko indyjskich marynarzy, ale i Indii jako takich: częściowa blokada cieśniny doprowadziła do niedoborów gazu ziemnego w Indiach - kraj ten sprowadza bowiem znaczne ilości gazu ziemnego w formie skroplonej tankowcami z Kataru. W połowie marca indyjski minister spraw zagranicznych twierdził, że uzgodnił ze stroną irańską, że indyjskie statki będą przepuszczane przez cieśninę Ormuz, ale wbrew tej deklaracji problem blokady dotykał Indii jeszcze co najmniej miesiąc później. Chociażby 18 kwietnia Irańczycy ostrzelali dwa statki indyjskie. 

Z problemów Indii może skorzystać Rosja. Chociaż nie donosi się o takich brakach ropy naftowej w Indiach jak w wypadku gazu ziemnego, równolegle pojawiła się informacja, że Stany Zjednoczone ,,pozwalają” Indiom na tymczasowy powrót do importu ropy z Rosji. Wcześniej bowiem, według strony amerykańskiej, Nowe Delhi i Waszyngton miały uzgodnić, że podpiszą umowę handlową, w zamian za co Indie miałyby obiecać zaprzestania importu rosyjskiego surowca. Umowa ta nie jest jednak tak naprawdę wciąż podpisana, w związku z czym nie wiadomo, jak Waszyngton mógłby ,,pozwalać” na coś, czego jeszcze nie może ,,zabraniać” (więcej na ten temat w tym wpisie blogowym OSA). Nowe Delhi z kolei milczy w sprawie twierdzeń, że zobowiązało się nie nabywać ropy naftowej (choć przyznał to jeden z polityków partii rządzącej, Ram Madhav). Choć na razie trudno rozstrzygać, co jest tu prawdą, nie można wykluczyć, że rząd Indii zdecydował się w wyniku amerykańskich nacisków po cichu co najmniej zredukować import ropy z Rosji. 
Poprzez swój atak na Iran Amerykanie zapewne zaszkodzili swojej polityce wobec FR. Od 2022 Rosja wyrosła dla Indii na jednego z największych dostawców ropy naftowej, obok Arabii Saudyjskiej. Wstrzymanie importu z Rosji nie byłoby dla Indii tak bolesne (Nowe Delhi radziło sobie bez rosyjskiego surowca do 2022), gdyby nie to, że równocześnie doszło do problemów z dostawami z Zatoki Perskiej. Tym samym, Indie stanęły przed problemem dostaw z obu głównych kierunków – i w obu wypadkach w wyniku działań amerykańskich. Świadom tego problemu Waszyngton być może uznał, że należy z powrotem przymknąć oko na indyjski import ropy z kierunku rosyjskiego. Co więcej, równoległe niedobory gazu ziemnego z Bliskiego Wschodu sprawiły, że Rosja zaoferowała też Indiom transporty tego surowca (dotąd Indie nie nabywały rosyjskiego LPG), choć trudno na razie określić,  czy tak się stanie.

Równolegle jednak Indie nie dążą do stania się stroną konfliktu, który tak na nie wpływa, ani też nie mediują na rzecz jego zakończenia. Inaczej jest jednak w wypadku Pakistanu, który takiego pośrednictwa się podjął.

Negocjator bez dźwigni. Pakistan wobec konfliktu

Bliskowschodni konflikt dotknął Pakistanu w bardzo podobny sposób, co Indii – i ten pierwszy kraj zależy od importu ropy i gazu z Bliskiego Wschodu; i w Pakistanie doszło zatem do niedoborów gazu ziemnego. Ponadto, miliony Pakistańczyków, tak jak i Indusów, pracują w bogatych krajach Bliskiego Wschodu: jedni i drudzy zazwyczaj wykonują proste, niskopłatne prace fizyczne. W efekcie w konflikcie zginęli również przypadkowi obywatele Pakistanu: już w pierwszych dniach starć dwóch Pakistańczyków straciło życie podczas irańskich uderzeń w Dubaj. Pod względami dyplomatycznymi sytuacja Pakistanu wobec konfliktu na Bliskim Wschodzie jest jednak różna od Indii: Pakistan nie utrzymuje nawet oficjalnych relacji z Izraelem, podczas gdy stosunki indyjsko-izraelskie są coraz lepsze. Pakistan utrzymuje również względnie bliższe stosunki z Iranem niż Indie, chociaż stosunki Nowego Delhi z Teheranem również nie są złe (mimo faktu, że w 2019 r. Indie zaprzestały importu irańskiej ropy z obawy przed zachodnimi sankcjami). 
Przede wszystkim jednak Pakistan okazał się dysponować innym zasobem – utrzymywaniem pozycji pośrednika między Waszyngtonem a Teheranem. Ponieważ na terytorium USA od dawna nie funkcjonują irańskie misje dyplomatyczne, jako kanał cichych kontaktów z Amerykanami służyła Irańczykom od dawna ambasada Pakistanu. Wydaje się, że tą drogą wymienione pierwsze sygnały o otwartości na negocjacje; ostatecznie ósmego kwietnia zdecydowano o zawarciu dwutygodniowego zawieszenia broni, chociaż bez wątpienia nie wszystkie ustalenia w tej sprawie zapadały poprzez Pakistańczyków. Następnie Pakistan odegrał jeszcze większą rolę: 10 kwietnia reprezentanci Iranu i USA spotkali się w Islamabadzie (z Waszyngtonu przybył m.in. wiceprezydent J.D. Vance), chociaż te rozmowy nie doprowadziły do żadnego przełomu. 

W chwili pisania tych słów losy zawieszenia broni – a zatem i konfliktu – są niepewne, ale nie można wykluczyć, że Pakistan odegra jeszcze rolę mediatora. 22 kwietnia wygasło dwutygodniowe zawieszenie broni, ale w chwili pisania tych słów (24 kwietnia) konflikt nie wybuchł ponownie, Amerykanie ogłosili bowiem przedłużenie zawieszenia ,,na czas nieokreślony”. 20 kwietnia pojawiła się informacja, że prezydent Vance gotów jest do ponownej podróży do Islamabadu na drugą turę rozmów z przedstawicielami Iranu, ale na potwierdzenie tego spotkania trzeba poczekać. Chociaż Pakistan ostatecznie odegrał pozytywną rolę względem konfliktu i dobrze rozegrał swoje dyplomatyczne ,,pięć minut’’ na światowej arenie, jest bardzo wątpliwe, by był w stanie osiągnąć cokolwiek więcej.
Negocjator w stosunkach międzynarodowych powinien dysponować co najmniej dwiema rzeczami: otwartym kanałem komunikacji z obiema stronami i neutralnym terenem, na którym obie strony gotowe są spotkać. Pakistan okazał się mieć oba te atuty. Aby mediator mógł wpłynąć na zakończenie konfliktu – a nie tylko być neutralnym pośrednikiem – musi jednak dysponować trzecim, kluczowym zasobem: metodą nacisku na obie strony. Tego zaś Islamabadowi brakuje. Ani Amerykanie, ani Irańczycy nie zależą w żaden istotny sposób od Iranu – nie ma np. towaru, który Pakistan mógłby zagrać jak kartą, grożąc wstrzymaniem jego eksportu, jeśli strony nie zakończą wojny. Co więcej, jest dokładnie na odwrót: to konflikt na Bliskim Wschodzie sprawia, że w Pakistanie występują braki gazu. Wyjaśnia to, dlaczego Islamabadowi tak zależy na zakończeniu konfliktu, ale nie daje Pakistanowi żadnej dźwigni, by ten konflikt zakończyć.

Co więcej, Islamabad ma dobrą pozycję między Waszyngtonem a Teheranem, ale już nie między Tel Awiwem a Teheranem. Jako islamska republika Pakistan nie uznaje nawet Izraela jako państwa, a zatem nie utrzymuje z nim formalnych stosunków. Tymczasem, o ile amerykański rząd wysłał sygnały o chęci zakończenia konfliktu – niezależnie od buńczucznych deklaracji prezydenta Trumpa, które wydają się temu przeczyć – pozostaje niejasne, na ile tę samą chęć wykazuje Izrael. Negocjacje w Pakistanie odbyły się wszak jedynie między Irańczykami a Amerykanami, bez Izraelczyków. W tym kontekście to właśnie Indie, jako utrzymujące dobre stosunki i z Izraelem, i z USA – a poprawne z Iranem – mogłyby odegrać rolę mediatora. Najwyraźniej jednak do tego nie dążą – albo, jeśli do tego dążyły, nie przyniosło to widocznych efektów.

Wnioski

Konflikt na Bliskim Wschodzie odsłonił różne zależności i wrażliwe punkty Indii: zależność od importu surowców energetycznych z Zatoki Perskiej, zależność milionów Indusów od pracy na Bliskim Wschodzie, zależność życia indyjskiego społeczeństwa od dostępności gazu ziemnego, zależność Nowego Delhi od polityki Waszyngtonu. Chociaż Pakistan odegrał istotniejszą rolę w tym konflikcie, zdobywając punkty wizerunkowe jako mediator, bliskowschodni konflikt odsłonił dokładnie takie same jego słabości jak w wypadku Indii. Z kolei ewentualne zyski dyplomatyczne Islamabadu z pełnienia roli miejsca negocjacji są niemierzalne i mogą nie przynieść wiele korzyści w dłuższej perspektywie.
 

Opublikowano: Paulina Rogoziecka

ul. Franciszkańska 1/5 (pok. 205)
91-431, Łódź
tel. 42 665 54 82
OSA@uni.lodz.pl

Funduszepleu
Projekt Multiportalu UŁ współfinansowany z funduszy Unii Europejskiej w ramach konkursu NCBR