We wspomnianym komunikacie ambasador Zhang stwierdził ponadto, że ostrzeżenie NÚKIB nie ma oparcia w faktach, będzie miało negatywny wpływ [na relacje chińsko-czeskie] a Pekin stanowczo przeciw niemu protestuje. W podobnym tonie utrzymane było oświadczenie rzeczniczki chińskiego MSZ Hua Chun z października 2016 roku – wyrażające „głębokie niezadowolenie” i ,,stanowczy sprzeciw” wobec przyjęcia Dalajlamy przez czeskiego ministra kultury Daniela Hermana. Oprócz Hermana na spotkanie, jakkolwiek prywatne, z Dalajlamą zdecydowali się również inni, czołowi przedstawiciele ludowców (KDU-ČSL) wchodzący w skład koalicyjnego rządu premiera Bohuslava Sobotki (ČSSD). Wówczas od spotkania przedstawicieli ludowców z tybetańskim duchownym zdystansowało się we wspólnym oświadczeniu czterech najwyższych rangą polityków w Czechach: prezydent Zeman, premier Sobotka, oraz przewodniczący obu izb parlamentu Milan Štěch i Jan Hamáček. Teraz Babiš de facto zarzucił chińskiemu ambasadorowi kłamstwo, jednocześnie unikając odpowiedzi czy oczekuje przeprosin.
Dotychczas ,,karta chińska” nie była przedmiotem poważnych dyskusji na czeskiej scenie politycznej, ani podczas wyborów parlamentarnych ani prezydenckich. Co prawda, relacje z Chinami zostały przywołane przez Jiříego Drahoša w ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej, który straszył wciąganiem Czech na Wschód, ale polityka zagraniczna nie była do tej pory zbyt ważna dla czeskich wyborców. Wówczas Zeman uciął krytykę kontrkandydata deklarując, że Czechy są członkiem struktur Zachodu. Obecne zamieszanie wokół Huawei prawdopodobnie tę sytuację zmieni, czyniąc z Chin obiekt polemik, zarówno w debatach wewnętrznych, w tym relacjach między koalicjantami oraz między rządem i pałacem prezydenckim, jak i polityce zagranicznej.
