Brat wszystkich umów. Porozumienie o wolnym handlu między UE a Indiami

Opublikowano: 29 stycznia 2026
Flagi Unii Europejskiej i Indii

Krzysztof Iwanek

27 stycznia Unia Europejska i Indie ogłosiły podpisanie umowy o wolnym handlu, jak również umowy o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa. O tej drugiej niewiele wiadomo. Ta pierwsza może jednak w sposób istotny wpłynąć na zwiększenie wymiany handlowej między dwoma obszarami. Dokładne korzyści należałoby jednak rozpatrywać sektorowo. Z Europy do Indii może zwiększyć się eksport między innymi samochodów i przetworzonej żywności; w drugą stronę wzrosnąć może import między innymi odzieży. Umowa nie jest jeszcze także formalnie zatwierdzona ani przez Radę Europejską, ani przez Parlament Europejski.

Indie i Unia Europejska negocjowały podpisanie umowy o wolnym handlu jeszcze od 2007 roku, ale rozmowy utknęły wówczas w wielu spornych punktach; przerwano je w 2013 r. Następnie jednak wznowiono je w roku 2022 i tym razem doprowadzono je do końca w styczniu 2026 roku. Umowę podpisano 27 stycznia; w tym celu do Nowego Delhi przybyła Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i Przewodniczący Rady Europejskiej António Costa. 

Wraz z tą umową podpisano również umowę o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego; tu jednak szczegółów nie zdradzono. Osobno strony mają także negocjować porozumienie o wzajemnej ochronie inwestycji. Wcześniej informowano również, że umowa o wolnym handlu zawierać będzie w sobie porozumienie dotyczące mobilności, a zatem liberalizację zasad przy zatrudnianiu pracowników. Mogłoby to mieć duże znaczenie biorąc pod uwagę komplementarność tych dwóch obszarów: państwa Europy borykają się z coraz niższym przyrostem naturalnym, a Indie ze zbyt dużą liczbą ludności. W dotąd ogłoszonych postanowieniach brak jednak wzmianki o pakcie o mobilności.

Ursula von der Leyen i premier Indii Narendra Modi nazwali umowę o wolnym handlu „matką wszystkich umów”. Bez wątpienia jest to istotne porozumienie, które może przynieść korzyści zarówno niektórym firmom europejskim eksportującym do Indii, jak i konsumentom, którzy będą mogli uzyskiwać różne towary i usługi taniej. Nazywanie jej „matką” innych umów jest jednak przesadą. Głównym – acz nie jedynym – elementem umowy jest wzajemna, stopniowa obniżka ceł na rozmaite towary. W tym sensie porozumienie to nie różni się specjalnie od wielu innych umów o wolnym handlu podpisywanych na świecie. Zarówno Indie, jak i India Europejska są bardzo protekcjonistyczne wobec swoich rynków, co wyraża się między innymi stosowaniem bardzo wysokich ceł. Teraz zaś zniosą one część tych z bardzo wysokiego do zerowego bądź bardzo niskiego poziomu.  Jest to zatem zmiana istotna, ale nie przełomowa, a jej dokładne rezultaty należy rozpatrywać bardziej sektorowo.

Główne zmiany i główne braki zmian

Treść umowy nie została do chwili pisania tych słów opublikowana. Strona unijna obiecuje publikację roboczej wersji umowy wkrótce. I ta wersja, po tłumaczeniach i konsultacjach z prawnikami, będzie musiało dopiero zostać zatwierdzona przez Radę Europejską i przegłosowana przez Parlament Europejski. Na razie jednak ogłoszono główne punkty porozumienia.

Jego najważniejszą częścią jest obniżka ceł: w niektórych wypadkach od razu, w innych stopniowo, w procesie rozłożonym na kilka następnych lat. Obniżone zostaną między innymi cła na import maszyn, substancji chemicznych, samolotów i pojazdów. W tym ostatnim wypadku dojdzie do redukcji ceł z poziomu 110% aż do 10%. Zarówno w ramach Unii jak i w Indiach działają krajowe firmy motoryzacyjne, które rządy chroniły wysokimi cłami. Wydaje się jednak, że ta zmiana otwiera większe szanse dla przedsiębiorstw europejskich niż dla indyjskich – a pośród tych pierwszych szczególnie koncernów niemieckich i francuskich. Polska gospodarka odniesie tu zapewne mniejsze i bardziej pośrednie korzyści – w tym sensie, że część naszych firm realizuje podwykonawstwo dla niemieckich firm motoryzacyjnych.

Cła zostaną również zniesione na różnego rodzaju przetworzoną żywność, w tym pieczywo, makarony czy czekolady; stopniowo redukowane będą również cła na wina: od 150% przez 75% do 20%. W tym wypadku również mogą otwierać się szanse dla rozmaitych firm polskich, gdzie przemysł przetwórstwa żywności jest silny. Niestety dla Polski jednak liberalizacja handlu przetworzoną żywności nie obejmie produktów mlecznych; indyjskie firmy zapewne nie życzyły tu sobie mocnej konkurencji. 

Dla producentów indyjskich wielką szansą jest natomiast zupełna likwidacja ceł na odzież; tekstylia już teraz są jednym z najistotniejszych części indyjskiego eksportu na świat. Dla europejskich konsumentów może to oznaczać dostęp do tańszej odzieży, ale dla tutejszych firm oznacza to także większą konkurencję. Już teraz polskie firmy są jednymi z większych importerów odzieży zamawianej z Bangladeszu i podobnie może stać się z czasem z importem z Indii.

Równolegle jednak w porozumieniu nie przewidziano redukcji ceł na wiele produktów rolnych i pochodzenia zwierzęcego. Liberalizacja handlu nie obejmie między innymi pszenicy, ryżu, soi, miodu, cukru, wołowiny czy drobiu. Jedną z nielicznych zmian w tej kategorii jest redukcja ceł na import jagnięciny (obecne cło wynosi 33% i będzie stopniowo redukowane). Obniżki niektórych z tych ceł obawiali się zapewne rolnicy po obu stronach – i po obu stronach byli oni dotąd mocno chronieni przez administrację. W tym wypadku jednak bardziej realne były zapewne obawy rolników indyjskich. Większość z nich posiada niewielkie pola, ale przede wszystkim jest nawykła do państwowej opieki. Zboża takie jak pszenica i ryż są przez państwo indyjskie skupowane za określone ceny na wyznaczonych targach. Podobnie jest z cukrem, skupowanym z rafinerii, które zazwyczaj funkcjonują w Indiach jako kooperatywy rolników trzciny cukrowej. Wielu rolników w Indiach nie funkcjonuje zatem w warunkach gospodarki rynkowej i nie są ani gotowi, ani gospodarczo na tyle silni, by mierzyć się z zagraniczną konkurencją. Równocześnie są oni bardzo liczną grupą, a zatem istotną politycznie. Pokazały to ostatnie lata, kiedy rząd w Nowym Delhi próbował zliberalizować rynek produktów rolnych, ale musiał ostatecznie ustąpić pod naciskiem rolników.

Podobnie w dotychczasowych informacjach o porozumieniu nie ma wzmianki o rezygnacji z mechanizmu CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism), który był zapewne jedną z największych kości niezgody między EU a Indiami. CBAM nie jest formalnie cłem, tylko opłatą wymuszaną przez EU na pewnego typu towary, których produkcja powoduje zanieczyszczanie powietrza, np. stal. O ile Unia narzuca tę płatność w imię ochrony środowiska, Indie sprzeciwiają się temu wykazując, nie bez racji, że Europa jako całość wyrosła kiedyś na rozwoju przemysłu ciężkiego, który zanieczyszczał środowisko w dokładnie taki sam sposób, jak czynią to obecnie kraje rozwijające się. Najwyraźniej jednak Unia nie ustąpiła w sprawie mechanizmu CBAM; jego utrzymanie oznacza także zapewne dalszą ochronę producentów stali, w tym polskich, przed konkurencją z Indii.

Polityka i bezpieczeństwo, czyli szerszy kontekst umowy

Podpisaniu umowy zapewne pilnie przyglądały się Stany Zjednoczone, a być może również Chiny. Waszyngton wydaje się niezadowolony z tego obrotu spraw. O ile pogardliwa reakcja prezydenta Trumpa na zawarcie umowy okazała się internetową fabrykacją, to faktem jest, że porozumienie skrytykował amerykański sekretarz skarbu, Scott Bessent. Zauważył on, że Unia zawarła z Indiami porozumienie w sytuacji, gdy te drugie wciąż kupują rosyjską ropę naftową. W efekcie Europa „finansuje wojnę przeciw samej sobie”, stwierdził Bessent.

Amerykańskie obiekcje nie są jednak do końca sprawiedliwe – z kilku powodów. Po pierwsze, Waszyngton sam negocjuje z Nowym Delhi obecnie porozumienie handlowe. Po drugie, w 2025 r. Stany Zjednoczone faktycznie wprowadziły podwyżkę ceł na indyjskie towary argumentując, że jest to kara na Indie za import rosyjskiej ropy. Faktycznie jednak administracja Trumpa zapowiadała tę podwyżkę wcześniej (kiedy nie mówiła jeszcze o tym, że jej powodem jest import ropy); cłami zresztą objęto również państwa i obszary, które wcale rosyjskiej ropy nie importują (jak właśnie Unię). Wydaje się zatem, że import rosyjskiej ropy używany jest przez obecną administrację w Waszyngtonie jako wygodne usprawiedliwienie, by robić dokładnie to samo, co czynią i Unia, i Indie: narzucać partnerom handlowym wysokie cła.

Po trzecie, to zapewne właśnie amerykańska presja celna na Unię i Indie doprowadziła do szybszego zawarcia obecnego porozumienia. Wcześniej EU i Indie bezskutecznie negocjowały umowę o wolnym handlu przez sześć lat. Teraz zawarły ją w cztery. Wydaje się, że znaczenie miał tu fakt, że w ostatnim roku negocjacji, czyli 2025, Waszyngton podwyższył cła i na import towarów z Unii, i z Indii. Musiało to dotknąć wielu eksporterów z obu tych obszarów do USA – w tym np. indyjskich producentów odzieży – a zatem zmusiło ich do szukania innych rynków. Administracja w Waszyngtonie jest zapewne rozczarowana, że podwyżka amerykańskich ceł wobec partnerów takich jak Indie czy EU, która miała zapewne wymusić na nich ustępstwa handlowe wobec USA, pchnęła ich zamiast tego do zwiększania wzajemnej współpracy. Nie wydaje się jednak, by spowodowało to jakiekolwiek większe napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Unią, jak i między innymi USA i Indiami; jedne i drugie stosunki pozostaną raczej silne i pozytywne.

Trudniej jest natomiast określić, na ile umowa handlowa Indie-EU wpływa na Chiny. Liberalizacja importu z Indii do EU nie musi oznaczać większej konkurencji dla przedsiębiorstw z ChRL w kluczowych obszarach. Chińska gospodarka pozostaje kilkakrotnie większą od indyjskiej (w nominalnym PKB) i w wielu obszarach bardziej zaawansowaną. Niektórzy chińscy eksporterzy, np. pojazdów, prawdopodobnie nie obawiają się szczególnie mocno konkurencji indyjskiej, która dotąd niespecjalnie zagrażała im na europejskich rynkach. Taki układ może się oczywiście zmieniać, ale raczej w dłuższej perspektywie: po pierwsze, indyjska gospodarka będzie oczywiście stopniowo coraz bardziej zaawansowana, a po drugie, stopniową konkurencją dla firm chińskich będą najpewniej towary produkowane w Indiach przez wielkie firmy zachodnie (a także m.in. japońskie), a następnie importowane stamtąd do Unii.

Zastanawia jednak, co oznacza podpisanie umowy o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego między EU a Indiami. Skąpe informacje o nim zawierają tylko takie zwroty jak praca nad „interoperacyjnością” obu obszarów (a zatem prawdopodobnie koordynacją pracy ich służb lub sił zbrojnych). Unia i Indie z pewnością nie zakładają współpracy przeciw Rosji – bo ta jest dla Nowego Delhi partnerem, nie zagrożeniem; odwrotnie niż w wypadku Europy. Można jedynie spekulować, czy te zdawkowe zwroty o drugiej podpisanej umowie nie ukrywają w sobie właśnie aspektu chińskiego. Niektóre państwa europejskie już teraz współpracują z Indiami np. wspólnie patrolując Ocean Indyjski (jak czynią Francuzi). Można również spekulować, że Unia i Indie mogą być chętne do wymiany informacji o zagrożeniach w dziedzinie cyberbezpieczeństwa płynących z Chin. Ostatecznie jednak główna umowa Indie-Unia dotyczy przede wszystkim handlu. Mimo jej gospodarczego znaczenia nie będzie ona miała potencjału, by zasadniczo zmienić polityczne stosunki EU i Indii z innymi kluczowymi graczami, takimi jak USA, Rosja i Chiny.

ul. Franciszkańska 1/5 (pok. 205)
91-431, Łódź
tel. 42 665 54 82
OSA@uni.lodz.pl

Funduszepleu
Projekt Multiportalu UŁ współfinansowany z funduszy Unii Europejskiej w ramach konkursu NCBR